Do Celu

Okólnik nr 5 — Luty 1998


A. A. Allen

CENA PEŁNEJ BOŻEJ MOCY


I. Cena pełnej Bożej mocy

    „Lecz ci, którzy ufajš Panu, nabierajš siły, wzbijajš się w górę na skrzydłach jak orły, biegnš, a nie mdlejš, idš, a nie ustajš.”
Iz 40:31    

Na tę obietnicę oczekiwałem już w wieku dwudziestu trzech lat czyli od swojego nawrócenia. Tak! To było to, czego żšdała moja dusza od chwili, kiedy mnie Bóg powołał, abym Mu służył. Powołanie moje dokonało się w takiej mocy i było tak skuteczne, że nie nasuwało mi najmniejszej wštpliwoœci. Faktu, że to się stało we mnie, nie mogło nic podważyć. Aczkolwiek nigdy poprzednio nie dożywałem takich rzeczy jak po moim nawróceniu, zdawałem sobie jednak sprawę z tego, iż muszę się wiele uczyć, jeœl mam spełnić to, do czego zostałem przez Pana powołany. Dlatego spędzałem wiele godzin na czytaniu Biblii i starałem się pojšć jej treœć i poselstwo, a moja prosta, nieuczona dusza rozumiała to po prostu tak, że Bóg mówi do mnie słowem: „IdŸcie i głoœcie wieœć: Przybliżyło się Królestwo Niebios. Chorych uzdrawiajcie, niemocnych posilajcie, demony wyganiajcie, umarłych wskrzeszajcie; darmo wzięliœcie, darmo dawajcie” (Mt 10: 7–8). Rozumiałem, że wszystko to sš wymagania, skierowane pod moim adresem z chwilš powołania mnie do służby, lecz nie wiedziałem, jak mogłoby się to stać. Sam w sobie byłem słaby, bezsilny i nie byłem w stanie wykonać tych nakazów. Było mi jednak jasne, że tak stać się może, bo inaczej Chrystus, w którego wierzyłem, nie dawałby takich poleceń, których by nie można było wykonać.

W chwili nawrócenia wiedziałem o Bogu i Jego Słowie tak mało, że nie umiałem nawet wymienić czterech Ewangelii. W koœciele metodystów, w którym uwierzyłem i do którego zostałem przyjęty za członka, nie pouczono mnie o tym, abym oczekiwał na chrzest Duchem Œwiętym, tak jak tego oczekiwali uczniowie w dniu Pięćdziesištym. Nie pouczono mnie także o tym, że mnie, jako temu, który uwierzył Panu, majš towarzyszyć znamiona, wymienione w Ewangelii Marka 16 :17–19. Byłem nawrócony, ponieważ uwierzyłem w Jezusa Chrystusa jako mojego Zbawiciela, a przez to byłem zbawiony, oczyszczony od grzechów, czyli tym samym uratowany od zguby. Gdy się jednak zagłębiłem w Piœmie Œwiętym, Bóg dał mi z niego to, z czego miałem największy pożytek. Pan zaczšł mi objawiać pełnš prawdę o chrzcie Duchem Œwiętym i o cechach, jakie majš znamionować ochrzczonego Duchem Œwiętym, o darach duchownych i nadnaturalnych Bożych rzeczach. Wkrótce potem zaprowadził mnie Bóg na zebrania zielonoœwištkowców, gdzie w małym zakresie mogłem dożyć Bożego błogosławieństwa, pochodzšcego z przejawów i działalnoœci Ducha Œwiętego. W tych zgromadzeniach zrozumiałem koniecznoœć otrzymania chrztu Ducha Œwiętego i z całego serca zaczšłem szukać Boga i prosić o to, co uważałem za konieczne, tj. o chrzest Duchem Œwiętym.

Po upływie trzydziestu dni od mojego nawrócenia byłem w pewnym zgromadzeniu „Koœcioła Bożego” w Miami na Florydzie, które odbywało się pod gołym niebem. Tam zostałem cudownie napełniony Duchem Œwiętym i mówiłem nowymi językami, jak mi Duch Œwięty dawał wymawiać (Dz 1: 8). Oczekiwałem zdecydowanie na to, iż z chwilš przyjęcia Ducha Œwiętego przyjmę także moc uzdrawiania chorych i czynienia cudów. Jednakże nieco póŸniej zrozumiałem, że do tego trzeba mieć coœ więcej niż chrzest w Duchu Œwiętym. Chrzest Duchem Œwiętym umożliwia dostęp do tych rzeczy, a dary Ducha stanowiš jakby przewody, którymi ta moc płynie. Zaczšłem się zaraz modlić i szukać darów Ducha Œwiętego. Czułem to, że muszę posiadać moc uzdrawiania chorych, ponieważ rozumiałem, że Bóg nikogo nie powołał do służby głoszenia ewangelii, kogo by nie wyposażył w dar uzdrawiania chorych. W każdym razie można moc i siłę Ducha Œwiętego, jeœli jesteœmy niš napełnieni, porównać do pršdu elektrycznego. Wyglšda to w ten sposób, jakbyœmy swój dom wyposażony w instalację elektrycznš podłšczyli do sieci i tym samym otrzymali pršd elektryczny. Wielu ludzi latami używa pršdu tylko po to, aby mieć œwiatło. Nie wykorzystujš wielkich możliwoœci, jakie stojš do ich dyspozycji przy korzystaniu z sieci, bo mogliby używać przyrzšdów, napędzanych elektrycznoœciš. Dary Ducha Œwiętego mogš być przyrównane do takiego aparatu, ponieważ jeżeli dołšczymy do nich nowe dary, można z łatwoœciš wykonać większš pracę. Siła się nie zmieniła, stała się tylko wydajniejszš. Nie było nigdy zamiarem Bożym ograniczać się, gdy napełnił swój lud Duchem. To jest dopiero poczštek. „Starajcie się usilnie o lepsze dary” (1Ko 12: 31). Znalazłem, że to jest œcieżka, wiodšca do skuteczniejszej działalnoœci Bożej.

Dwa lata po swoim nawróceniu wstšpiłem w szczęœliwe małżeństwo i zaczšłem swojš służbę. Więcej niż rok zwiastowaliœmy z żonš owš sławnš ewangelię o wykupieniu i chrzcie Duchem Œwiętym, o powtórnym przyjœciu Chrystusa, a także o Bożym uzdrowieniu. Przy każdej ewangelizacji poœwięcałem przynajmniej dwa wieczory w tygodniu na zwiastowanie o Bożym uzdrowieniu i modlitwy za chorych. W cišgu tego czasu dożyliœmy wielu uzdrowień, dokonanych przez Boga, a Pan błogosławił zwiastowanie swego Słowa. Ale było mi jasne, że Boży plan zawiera w sobie jeszcze większe rzeczy dla mnie i wierzyłem, że przyjdzie czas, kiedy zostanš w mym życiu zrealizowane. Często zagłębialiœmy się razem z żonš w Piœmie Œwiętym, a coraz głębiej byliœmy przekonani, że obietnica Boża o znamionach tych, co uwierzš, jak uzdrawianie i czynienie cudów, należy do nas w teraŸniejszych czasach. Byliœmy też œwiadomi tego, że nie mamy pełnej mocy ani siły, którš Pan obiecał. Wiedzieliœmy, że według Pisma musi tkwić w tym jakaœ przyczyna, jeżeli tej mocy w pełni nie posiadamy. A ponieważ Bóg nie może kłamać, musi ona tkwić w nas samych. W czasie swojej pierwszej kaznodziejskiej działalnoœci w pewnym zborze „Koœcioła Bożego” w Colorado uczyniłem pewne postanowienie, aby za wszelkš cenę wyprosić odpowiedŸ z góry, ponieważ moja służba nie była potwierdzona znamionami i cudami. Byłem pewny, że Bóg będzie jeszcze w jakiœ sposób mówił ze mnš i oznajmi mi, co stoi na przeszkodzie między mnš, a mocš Bożš ku czynieniu cudów w mojej służbie, jeżeli w postach i w modlitwach będę Pana o to prosił.

Tęskniłem mocno za mocš Bożš w mym życiu, a czułem, że nie będę mógł stanšć znowu za kazalnicš i głosić Słowa Bożego, jeœli mi Bóg na to nie odpowie. Zaznajomiłem żonę z moim planem, a w boju, jaki odtšd nastšpił w moim życiu, zwyciężyłem. Szatan postanowił mi przeszkodzić w moich zamiarach proszenia Pana tak długo, dopóki mi nie odpowie. Często więc szatan zwyciężał przez wywabianie mnie z pokoiku, który służył mi do modlitwy. Wiedział on, że powstałoby wiele szkód w jego królestwie, gdybym doszedł kiedyœ do bezpoœredniej łšcznoœci z Bogiem. Czynił więc wszystko, co tylko było w jego mocy, aby mnie pewnie trzymać i zabronić, by za żadnš cenę nie mogło się owo połšczenie urzeczywistnić. Codziennie wchodziłem do swego pokoiku, przeznaczonego na modlitwy, ze stanowczym postanowieniem, że zostanę w nim tak długo, aż będzie mówił do mnie Bóg. Ale znowu i cišgle odchodziłem stamtšd, nie otrzymawszy Bożej odpowiedzi. Wtedy mówiła do mnie żona: „Myœlałam, że powiedziałeœ, iż teraz już zostaniesz dotšd, dopóki nie nadejdzie Boża odpowiedŸ.” Uœmiechała się przy tym do mnie jej tylko właœciwym uœmiechem i przypominała mi, że Bóg jest wprawdzie gotów, lecz ciało jest mdłe. Znowu i znowu odpowiadałem jej: „Haneczko, było moim zamiarem przebić się w modlitwie i przemodlić się, ale… Znalazł się zawsze jakiœ powód, dla którego nie mogłem w swojej komórce zostać dotšd, dopóki by nie przyszła Boża odpowiedŸ. Usprawiedliwiałem się zawsze i mówiłem: „Jutro to przemogę, kiedy okolicznoœci ułożš się może pomyœlniej”. Pan pobudził mojš myœl i dodał odwagi sercu, kierujšc mojš uwagę na Daniela, gdy trwał w poœcie i w modlitwie (Dn 10: 1–12), dopóki nie wyrwał odpowiedzi z ršk szatana, chociaż trwało to całe trzy tygodnie. Wtedy znowu wszedłem do komórki na kolana, a żonie powiedziałem, że nie wyjdę, dopóki nie usłyszę głosu Bożego, i myœlałem tak poważnie. Kiedy jednak za kilka godzin poczułem zapach obiadu, który żona gotowała dla siebie i dla naszych maleństw, nie wytrzymałem i wyszedłem z komórki do kuchni, pytajšc żony: „Cóż to takiego smacznego gotujesz, kochana?” A gdy chwilę potem siedziałem za stołem, przemówił Bóg do mojego serca. Połknšłem dopiero pierwszy łyk strawy, jednak wstałem, kiedy przemówił. Teraz wiedziałem już z całš pewnoœciš, że Bóg nie odpowie na pytanie mego serca, jeœli mi to nie będzie droższe niż cokolwiek innego na œwiecie, droższe niż potrawa, uspokojenie i ukojenie cielesnych żšdz i pożšdliwoœci. Gdy czekamy na Boga, aby Go usłyszeć, nasłuchiwanie głosu Bożego musi być ponad wszystko, musi być najważniejsze.

Wstałem prędko od stołu i powiedziałem do żony: „Haneczko, teraz mam do czynienia z Bogiem. Wrócę do komórki, a proszę, zamknij mnie. Chcę tam zostać tak długo, aż coœ usłyszę od Boga. „Ach — powiedziała — może już za godzinę zaczniesz stukać, żebym ci otworzyła”. Wiedziała, że często już tak obiecywałem, że zostanę w komórce, póki nie otrzymam odpowiedzi, i widocznie zwštpiła już o tym, bym mógł na tyle zapanować nad moim ciałem, żeby przemóc diabła. Zamknęła jednak drzwi i powiedziała: „Puszczę cię, jak tylko zapukasz.” Odpowiedziałem znów, że nie będzie to prędzej, aż otrzymam odpowiedŸ, na którš tak długo czekam. Nareszcie postanowiłem zostać za wszelkš cenę, aż usłyszę coœ od Pana. Po całych godzinach bojowania w mojej izdebce przeciwko ciału i diabłu wielekroć byłem bliski zaprzestania wszystkiego. Wydawało mi się to wiecznoœciš, a wynik był tak mało znaczšcy. Cišgle i znowu przychodziło do mnie pokuszenie, aby zaniechać tego wszystkiego, zadowolić się bez Bożej odpowiedzi — postępować tak jak dotychczas. Ale głęboko w sercu wiedziałem, że się tym nigdy nie będę mógł zadowolić. Przecież już tyle razy próbowałem i przekonywałem się, że to mi nie wystarcza. Nie! Dlatego wytrwam tutaj na kolanach, aż mi Bóg odpowie, choćbym miał przez to umrzeć.

Wtedy chwała i dostojnoœć Boża zaczęła napełniać mojš izdebkę. Myœlałem, że to żona otworzyła pokój, ale tak nie było. To Zbawiciel Jezus Chrystus otworzył drzwi niebios, a komórka została zalana wspaniałoœciš Bożej chwały. Nie wiem, jak długo trwałem tam, zanim się to stało, ale to nie jest dla mnie ważne. Wiem tylko, że przebiłem się w modlitwie. Obecnoœć Pańska była prawdziwie tak zadziwiajšca i mocna, że czułem koniecznoœć œmierci tu na kolanach, bo nie mógłbym znieœć, gdyby Bóg bliżej jeszcze do mnie przystšpił. Jednak tęskniłem przecież za tym i byłem zdecydowany na to w proœbach. Czy była to dla mnie odpowiedŸ? Czyżby Bóg mówił ze mnš? Czy Bóg uciszył po tylu latach pragnienie mojego serca? Nie wiedziałem, jak długo trwam w tym stanie. Wydawało mi się, jakbym stracił przytomnoœć na wszystko oprócz mocnej obecnoœci Bożej. Próbowałem Go ujrzeć i jednoczeœnie bałem się tego (2Mo 23: 20). Obecnoœć Jego chwały była przeze mnie dostatecznie odczuwana. Gdyby tylko zechciał ze mnš mówić i odpowiedzieć przynajmniej na jedno pytanie! „Panie, dlaczego nie mogę uzdrawiać chorych? Dlaczego nie mogę czynić cudów w Twoim imieniu? Dlaczego nie posiadam takich znamion wiary, jakie mieli Piotr, Jan i Paweł? Na to usłyszałem Jego głos, jak głos gwałtownego wichru. Prawdziwie był to Bóg. Mówił do mnie. To była sławna odpowiedŸ, której tak pragnšłem, na która tak długo czekałem. W obecnoœci Bożej czułem się jak mały pyłek na stoku skalistej góry, sięgajšcej do nieba. Czułem, że nie jestem godzien słyszeć Jego głosu. Lecz On nie mówił ze mnš dlatego, że byłem tego godzien, lecz dlatego, że potrzebowałem tego. Już przed wiekami obiecał zaspokoić tę potrzebę, było to więc spełnieniem Jego obietnicy. Wydawało mi się, że Bóg mówił do mnie tak szybko i o tylu rzeczach, że nie byłem w stanie zatrzymać tego wszystkiego w pamięci, a jednak wiedziałem, że tego nigdy nie mogę zapomnieć. Bóg zaznajamiał mnie ze wszystkim i podawał mi spis rzeczy, które stały między mnš, a mocš Bożš. Każdorazowo, kiedy do spisu było dołšczane nowe żšdanie, następowało krótkie wyjaœnienie lub wykład, w którym to żšdanie zostało wyjaœnione. Niektóre z rzeczy, które Pan Bóg do mnie mówił, brzmiały jak wyjštki z Pisma Œwiętego i wiedziałem, że były z niego wzięte. Ale te trzy pierwsze! Mogły być w Biblii? Gdybym wiedział, że tak wiele rzeczy trzeba będzie zapamiętać, wzišłbym sobie ołówek i papier. Nie przypuszczałem, że Bóg w ten sposób będzie do mnie mówił i że da mi taki długi spis żšdań. Nigdy bym nie pomyœlał, że jestem aż tak oddalony od œwištobliwoœci Bożej i nie byłem œwiadomy tego, że w naszym życiu było aż tyle rzeczy, które się Panu nie podobajš i przeszkadzajš mojej wierze.

Podczas gdy Bóg w dalszym cišgu mówił do mnie, zaczšłem poœpiesznie szukać ołówka i znalazłem jego kawałek z ułamanym koniuszkiem. Zaostrzyłem go zębami i szukałem kawałka papieru, ale go nie znalazłem. Nagle przypomniałem sobie o pudełku z tektury, w którym przechowywaliœmy zimowš odzież i postanowiłem na nim napisać. Prosiłem przeto Pana, by zaczšł jeszcze raz od poczštku, pozwolił mi pisać jedno po drugim i żeby mówił wolniej, abym wszystko mógł przelać na papier. Bóg zaczšł więc mówić jeszcze raz. Mówił o wielu rzeczach, o których już poprzednio wspominał, przebiegajšc jednš po drugiej, a o czym Bóg do mnie mówił, napisałem. Kiedy już ostatnie żšdanie zostało napisane na kawałku tektury, mówił Bóg jeszcze raz do mnie tymi słowy: „To jest odpowiedŸ. Jeżeli złożysz ostatniš rzecz z otrzymanego spisu na ołtarzu oddania się i posłuszeństwa, będziesz nie tylko uzdrawiał chorych, ale także w moim imieniu wyganiał demony. Ujrzysz potężne cuda i znaki, gdy będziesz w moim imieniu głosić Słowo. Albowiem patrz, dam ci moc nad wszelkš gwałtownš mocš nieprzyjacielskš.” Bóg dał mi również zrozumieć, że przeszkody w mojej służbie sš takie same, na jakie napotyka tysišce kaznodziejów. Przeszkody te wstrzymujš Pana od działania przeze mnie, a także uniemożliwiajš potwierdzanie Słowa znamionami. W końcu zaczęło œwiatła w pokoju ubywać, poczułem jak Jego mocna siła poczęła się unosić w górę. Jego obecnoœć trwała jeszcze chwilę i ja drżałem jeszcze pod wpływem obecnoœci Bożej. Trzymałem spis w swoim ręku. Tutaj wreszcie znajdowała się cena, jaka muszę zapłacić w swym życiu i służbie. Wypisana cena za pełnš Bożš moc.

Zastukałem zaraz gwałtownie w drzwi, a kiedy mi żona otworzyła i zobaczyła mnie, wiedziała od razu, iż spotkałem się z Bogiem. Pierwsze jej słowa były: „Otrzymałeœ odpowiedŸ?” „O tak, Bóg mnie tutaj odwiedził, a tutaj jest odpowiedŸ.” W mojej ręce był kawał brunatnej tektury z odpowiedziš, która kosztowała tyle godzin postów, modlitw, czekania, a także i wiary. Zasiedliœmy ze spisem za stół, a gdy zaczšłem żonie opowiadać, co się stało, i przeczytaliœmy razem zapisanš tekturę, płakaliœmy oboje. Jedenaœcie punktów tworzy treœć niniejszej ksišżeczki. Każdemu z tych jedenastu zdań jest poœwięcony cały rozdział. Gdybym mógł skreœlić ostatni z jedenastu punktów, mógłbym danš mi obietnicę uważać za swojš. Szatan mi jednak powiedział, że to się nigdy nie stanie. Odpowiedziałem, że się to stanie za pomocš łaski Bożej. Miliony ludzi było chorych, biednych i ubogich, którym lekarska wiedza nie pomogła. Musiał im ktoœ przynieœć oswobodzenie i ratunek. Bóg powołał mnie, abym był poœrednikiem w wykupieniu, jak powołał każdego, który służy Słowem, żeby czynił to samo (Ez 34: 1–4). Często bywało w moich zebraniach, kiedy podróżowałem po USA, że Bóg wylewał swego Ducha, lecz działo się to w ograniczonej mierze. Wiedziałem jednak, że ujrzę takie cuda, jakich poprzednio nie oglšdałem. W koœciele „Calvary” w Oakland (Kalifornia), gdzie jest pastorem rev. A. Townes, prowadziłem ewangelizację z uzdrowieniem na temat: „Z powrotem do Boga”. Wiele ludzi mówiło, że było to największe przebudzenie w dziejach Oaklandu. Setki ludzi mówi, że tak mocnego spotkania z mocš Bożš jeszcze nigdy nie przeżyli. Już pięć tygodni trwajš zebrania, a fale łaski Bożej płynš co wieczór tak silnie na zebranych, że wielu œwiadczy, iż zostali uzdrowieni, podczas gdy siedzieli na swoich miejscach, przy czym wszyscy odczuwajš, jak mocna siła Boża spływa na zebranych. Ludzie wstawali, aby œwiadczyć o nagłych uzdrowieniach, a niektóre z nich sš faktycznie cudami, jak zniknięcie różnych naroœli, uzdrowienie œlepych i głuchych, zniknięcie guzów. Przy wkładaniu ršk w imieniu Jezusa czułem, jak guzy znikajš. Ogromne sš okrzyki zwycięstwa, kiedy zostajš uzdrowieni œlepi. Pewna kobieta œwiadczy, iż było to tak, jakby przyszła z mroku pod słoneczne promienie. Modliliœmy się za pewnš paniš, która miała chorobę gardła. Po chwili widzieliœmy, jak œpieszyła do toalety, a gdy wróciła do zgromadzonych, opowiadała, że w modlitwie wyszło jej coœ z gardła do ust, a miało to kształt obcego wyrostka, niewštpliwie raka. Naroœle wielkoœci ludzkiej pięœci znikały przez noc, kiedy w imieniu Jezusa wkładano ręce. W wielu wypadkach prawdziwe uzdrowienia były stwierdzone przez lekarza i wykazane rentgenem. Stoimy tu ze œwiętš bojaŸniš i zdumiewamy się nad pełnš Bożš mocš, która się przejawia od pierwszej chwili w tych zebraniach. Wielu ludzi zostało oswobodzonych z mocy wroga, zbawionych, uzdrowionych lub napełnionych Duchem Œwiętym. 90 % z tych, na których wkładano ręce, zaraz pod mocnš siłš Bożš zostawało rzuconych na ziemię. Niektórzy krzyczeli lub zataczali się pod działaniem Ducha Œwiętego, jakby byli pijani, zanim padli na ziemię. (patrz Jr 23: 9).

W tych okolicznoœciach jest wprost niemożliwe, aby odszedł ktoœ z zebrania obojętny lub niedotknięty. Jest to niepojęta moc Boża, która dotyka najgłębszych głębin człowieka. Ta sama siła sprawiła, że Jan padł do Jego nóg jak martwy (Obj 1: 17). Ogłosiliœmy potem, że na tych, którzy pragnš na naszych zebraniach zostać ochrzczeni Duchem Œwiętym, będziemy wkładać ręce zgodnie ze Słowem Bożym, zapisanym w Dziejach Apostolskich 8: 17. Po kazaniu przyszli wszyscy, którzy nie zostali ochrzczeni w czasie kazania, i ustawili się w długi rzšd, a każdy z małymi wyjštkami, na kogo zostały włożone ręce w imię Chrystusa, padał na ziemię. Był to niezwykły widok dla mnie, stojšcego w tyle na podium, kiedy oglšdałem całš przestrzeń przed ołtarzem zapełnionš tymi, którzy pod wpływem mocy Bożej padali na podłogę. Jeszcze radoœniej było mi słuchać niebieskich melodii głosów, które niosły się w górę we wspólnym uwielbieniu Boga, gdy Duch Boży napełnił posłusznych wierzšcych, a ci przemówili nowymi językami (Mk 16: 17; Dz 2: 46). Aczkolwiek nie przywłaszczam sobie daru uzdrawiania, było w tych zgromadzeniach setki cudownie uzdrowionych. Sam nie zdaję sobie sprawy z tego, jak mogłem przeżyć tak ogromne zmiany w sposobie mojego usługiwania. Czy ty już to zrozumiałeœ? Ostatni rozdział ze spisu, jaki otrzymałem od Pana w mojej komórce, nareszcie mógł zostać skreœlony. Alleluja! Dalsze rozdziały zawierajš wymagania, które podał mi Bóg, a sš one przeznaczone dla tych, którzy pragnęliby posišœć pełnš moc Bożš.

II. Post i modlitwa (Punkt 1)

Jakie były te niezwykłe słowa? Dlaczego je Bóg mówił do mnie? „Nie jest uczeń nad mistrza swego, ani sługa nad Pana swego”. Słowa te czytałem już w Biblii, ale obecnie był to głos samego Boga, który je powiedział do mnie. Przede wszystkim musiałem zrozumieć to, że jest dla mnie niemożliwym być nad swego Mistrza, Jezusa Chrystusa. Powiesz może: „Cóż jest w tym nadzwyczajnego? Przecież na pewno nikt nie spodziewa się być większym nad Niego.” Jeżeli jednak pomyœlisz nad tym dokładniej, to spostrzeżesz, że oczekujesz i żšdasz tego, co ja. Czytałem Jego obietnice (Jn 14: 12). Aczkolwiek wydaje się być nieprawdopodobieństwem, by ktoœ mógł czynić cuda większe niż Jezus, wydaje się jednak, że tak tam właœnie jest powiedziane. Często już rozmyœlałem nad tym właœnie miejscem Pisma Œwiętego i jego znaczeniem. Myœl, że uczeń mógłby czynić większe rzeczy niż jego mistrz, wydawała się duchowi Pisma wyraŸnie przeczyć. Jednak mogłem zrozumieć i to, że także i ta obietnica, jak wszystkie inne Boże obietnice, jest prawdziwa, jeœli jš tylko prawidłowo zrozumiemy. Będziesz dokonywał większych czynów, a to w tym sensie, że Jezus stał sam, a Jego usługiwanie ze względu na niedostatek czasu i ówczesne mniejsze możliwoœci kontaktowania się musiało być ograniczone do mniejszych obszarów i mniejszej iloœci ludzi. Tych znowu, którzy Jemu wierzš, jest bardzo dużo, a sš rozproszeniu po całej ziemi. Wielu z Jego dzisiejszych uczniów głoszšc Słowo podróżowało naokoło całego œwiata, przy pomocy elektrycznych urzšdzeń głosili o jednej porze tysišcom, przy pomocy radia zaœ niezmiernie wielkim zastępom niewidocznych słuchaczy i przez to mieli możnoœć głosić zbawienie większemu mnóstwu ludzi niż Jezus. Podczas gdy Jezus mógł swym głosem dosięgnšć tylko setek ludzi, Jego dzisiejsi następcy docierajš do wielu tysięcy ludzi. Same zaœ dzieła, które moc Boża czyni dzisiaj, sš takie same, jakie czynił On, sš większe, owszem, ale tylko co do iloœci, nigdy zaœ co do istoty rzeczy. Temu, który wierzy, jest przyrzeczona taka sama moc, jakiej używał Jezus, tj. czynić cuda i znaki takie, jakie widzieli uczniowie czynione przez Mistrza. Jakie nieopisane i niezmierzone rzeczy mogłyby być wykonane, gdyby wszyscy naœladowcy Jezusa używali tej co On mocy!

Słowa Chrystusa: „Nie jest uczeń nad mistrza, a sługa nad Pana swego” były poselstwem Jezusa do 12 uczniów, którzy zostali wysłani, aby czynić różne rzeczy i czyny, jakie nam Bóg obiecał (Mt 10: 14–21; Mt 10: 8). Z tš cudowna obietnicš mocy złšczona była obietnica przeœladowania (Mt 10: 14–21). A uwolnienie od tych rzeczy nie mieœciło się w obietnicy Bożej dla tych, którzy Go chcš naœladować, chociaż majš do wykonania œwięte dzieło, które On czynił. Jezus Chrystus sam był przeœladowany. Gdyby więc uczniowie mogli czynić te same rzeczy, które On czynił, nie będšc przy tym narażeni na nienawiœć, nieprzyjaŸń i przeœladowania, wtedy byliby nad swego Mistrza (2Tm 3: 12). Przeœladowanie jest jednym ze składników Bożej mocy, który rozcišga się na wszystkich. Dopóki Jezus był w warsztacie ciesielskim w Nazarecie, nie był ani znienawidzony, ani przeœladowany, ani atakowany z wielu stron. Ale właœnie zaraz, gdy zaczšł czynić wielkie rzeczy, zaczęto Mu złorzeczyć nazywajšc Go belzebubem, największym z diabłów, i starano się go zabić (Łk 4: 29). Przeœladowanie trwało przez cały czas 3 i 1/2 roku i zostało ukoronowane przybiciem Go na krzyż. Stało się tak dlatego, że posiadał On moc, której się obawiali bezmocni ówczeœni przywódcy religijni. Także Piotr w oczach ówczesnych ludzi był porzšdnym człowiekiem, dopóki był zwykłym rybakiem, ale kiedy uzdrowił chromego, wtršcono go do więzienia (Dz 3: 7 i 4: 3). Dopóki œwięty Szczepan był tylko członkiem pierwszego koœcioła w Jerozolimie, nikt się o niego nie troszczył, ale z chwilš, gdy będšc pełen wiary i mocy, czynił cuda i znamiona przed ludem (Dz 6: 8), postawiono go przed sšd i ukamienowano. Także apostoł Paweł nie potrzebowałby uciekać przed przeœladowaniami dla uratowania życia, gdyby został w wierze swych ojców. Spotkało go przeœladowanie dopiero wówczas, kiedy w tak dziwny sposób spotkał się z Bogiem. Także i ciebie nie spotka żaden większy odpór ani przeœladowanie, jeżeli będziesz, jak to œwiat okreœla, tylko normalnym chrzeœcijaninem, ale gdy weŸmiesz Bożš obietnicę na serio, poważnie aż do skutku i będziesz czynił rzeczy wykraczajšce poza normalny tryb, sięgniesz głębiej, spotkasz się z przeœladowaniem. Ja także spotykałem się z minimalnym sprzeciwem, dopóki nie zdecydowałem się wzišć wszystko, co mi było obiecane, z Bożej mocy.

Wydaje się wtedy, jakby ta nienawiœć spotykała nas od ludzi, ale w rzeczywistoœci jest ona kierowana ku nam przez szatana, wielkiego generała wojsk nieprzyjacielskich. Używa on wtedy wszelkich dostępnych mu œrodków od ataku wręcz, aż do zdrady w naszym własnym obozie. Wcišż na nowo ukazuje nam Jezus cenę, którš musimy zapłacić, jeœli chcemy wkroczyć w Jego œlady, poleca nam obliczyć œrodki i daje okazję każdemu iœć za Nim, jeœli nie uważa ceny, jakš trzeba zapłacić, za zbyt wysokš w stosunku do błogosławieństwa, które ma być darowane. (Hbr 12: 2; 2Tm 2: 12). Uczeń, który chciałby mieć udział w Jego mocy i œwištobliwoœci, musi zrozumieć, że nie jest większy nad swego mistrza, gdyż musi iœć tš samš drogš utrapienia, wiernoœci i wydawania się na ofiarę, którš szedł Mistrz, jeżeli chce przez to w tym życiu osišgnšć cel, przebogate życie, uczyć się je poznawać i uczestniczyć w niebieskiej sławie. Jeżeli Syn Boży musiał cierpieć będšc opuszczony, a rękami tych, którym przyszedł służyć, był okrutnie ubiczowany i na koniec ukrzyżowany, nie będš te cierpienia oszczędzone także Jego uczniom. Również będš oni zwiastować utrapionym radosnš wieœć o ich wykupieniu. Jezus Chrystus musiał na koniec zrzec się wszelkiej czci i dostojnoœci ziemskiej, kiedy odrzucił propozycję ofiarowanš Mu przez księcia tego œwiata poza ramami Bożego prawa (Mt 4: 8–10). Dlatego Jego uczniowie muszš uczyć się poznawać moc i siłę Bożš, muszš mieć przed oczyma tylko zamiary Boże, a wszystkie inne propozycje odrzucać, choćby były najkorzystniejsze, oraz posiadać żywotne pragnienia swego Mistrza (Hbr 10: 7; Flp 3: 8).

Jeżeli Syn Boży przebojował na górze wiele godzin nocy, trwał w poœcie i w samotnoœci poœród gór na modlitwach do swego Ojca, aby mógł być zdolnym wyganiać takie demony, o których mówił (Mt 17: 21), trzeba, aby i Jego uczniowie oczekiwali w postach i modlitwach na Pana i uczyli się myœleć i czynić zgodnie z wolš Bożš, aby także mogli takie demony wyganiać. W tym celu trzeba nieustannie się modlić, a nie ustawać (Łk 18: 1). Wytrwała i nieustanna modlitwa była najgłówniejszym znamieniem Jezusowego życia. Kiedy Judasz szukał Jezusa, aby Go wydać faryzeuszom, wiedział, że znajdzie Go w ogrodzie modlitwy. Modlitwa była dla naszego Pana rzeczš ważniejszš niż kazanie i uzdrawianie, bowiem często chronił się przed mnóstwem ludu, który gromadził się całymi zastępami, by słuchać Go i otrzymać uzdrowienie (Łk 5: 15–16). Jezus odłšczał się od tłumów i odchodził na pustynię. On odczuwał potrzebę odejœcia na pustynię i modlenia się. Modlitwa była więc dla Niego czymœ ważniejszym niż czynienie cudów, bowiem cuda się nie mnożš. Modlitwa jest przyczynš, cud zaœ jest jej skutkiem. Modlitwa była Panu ważniejsza niż sen i odpoczynek (Mk 1: 35). A dlaczegóż to? Czytaj Łukasza 6: 12. Gdyby uczeń mógł osišgnšć takie same wyniki, jak jego Mistrz, nie płacšc za to takiej samej ceny, jakš zapłacił Jezus, moglibyœmy przypuszczać, iż jest większy nad swego Mistrza. Uczeń umiałby lepiej i skuteczniej, niż jego Mistrz go tego nauczył. W œwiecie bywajš takie przypadki, że uczeń lub wychowanek wyprzedzi swojego mistrza. Ale Jezusowy uczeń w żadnym przypadku nie może być większy nad swego Nauczyciela. Nie może znaleŸć krótszej drogi, aby osišgnšć Bożš moc. Jeœli ktoœ chciałby tego spróbować, spotka go tylko zawód i rozczarowanie, a jego życie będzie bez pożytku. Dla ucznia aktualne jest słowo Mt 10: 25. Zanim jeszcze zdołałem pojšć wszystko, co mi Bóg obiecał, zaczšł On mówić nagle dalej, wyjaœniajšc słowo, które tworzy drugš częœć objawienia, jakie mi dał Bóg, gdy czekałem na Niego w poœcie i w modlitwie w swej komórce.

III. Doskonali jak Mistrz (Punkt 2)

„Nie masz ucznia nad mistrza, ale należycie będzie przygotowany każdy, gdy będzie jak jego mistrz” (Łk 6: 40) Mój duch złamany, upokorzony i zdruzgotany pierwszymi słowami poselstwa został podniesiony nagle do podniosłego stanu, kiedy uprzytomniłem sobie słowa, którymi Bóg do mnie przemówił, że nie mogę wprawdzie stać się nad Mistrza swego, lecz mogę zostać takim, jak Mistrz. Znalazłem także te słowa zapisane w Biblii (Łk 6: 40). Nie jest to, jak niektórzy myœleli i myœlš, obietnica, która się spełni z chwila przyjœcia Pana Jezusa. Odnosi się ona do tych, którzy chcš z całej siły i skutecznie naœladować Jezusa w czasach dzisiejszych. Obietnica ta wprawdzie była przez Boga skierowana do mnie w celu pouczenia, ale znajduje się ona także w Biblii. Należy więc nie tylko do mnie, ale do każdego człowieka, który wierzy Bogu. Należy i do ciebie. Możesz i ty uzdrawiać chorych, możesz czynić cuda. Możesz używać darów Ducha (1Ko 12: 8–12), możesz czynić sprawy, jakie On czynił. Bóg powiedział, że je możesz czynić, a On nie kłamie (Ps 89: 35 i 4Mo 23: 19). Powinien tedy każdy, kto jest doskonały i spełnia żšdania Boże, być jako Chrystus. „To niemożliwe, ponieważ Chrystus był nie tylko człowiekiem, ale i Bogiem, my zaœ jesteœmy tylko ludŸmi.” Ci, co tak mówiš, nie sš œwiadomi prostego i stanowczego zapewnienia Pisma Œwiętego (Hbr 2: 16, 17 i 1Tm 2: 5). Kiedy pewnego razu Jezus był na morzu, siedzšc w małej łódce, rozszalała się wielka burza, którš On uciszył słowem. „Cóż to za człowiek, że mu wiatry i burze sš posłuszne?” — dziwili się ludzie. Podobne pytania stawia i dziœ wielu ludzi, gdy widzš oni, iż niektórzy Jego uczniowie wybojowujš i dostępujš przez wiarę obietnic Bożych, uzdrawiajšc chorych, wskrzeszajšc martwych, zwiastujšc słowa, które sš potwierdzone nadnaturalnymi znakami, tak jak im Jezus przykazał (Mk 16: 17, 18). Niektórzy myœlš, że jest to jakiœ specjalny rodzaj ludzi, którzy takie rzeczy mogš czynić. W żadnym razie tak nie jest. Sš to całkiem zwykli, proœci ludzie, ale pełni Ducha Œwiętego, którzy podjęli się pracy Bożej. Sš to ludzie, którzy zrozumieli, że majš być takimi, jak ich Mistrz, i poœwięcili swoje życie Bogu, aby tego celu skutecznie dopišć.

Kiedy ludzie w Listrze ujrzeli, że mšż chromy od urodzenia został na rozkaz Pawła uzdrowiony, tłumaczyli, że bogowie, upodobniwszy się do ludzi, zstšpili między ludzi. Poganie nie mogli tego pojšć, bo nie znali dzieł Bożych. Wydaje się jednak, że i liczni chrzeœcijanie tak samo mało wiedzš o Bożej mocy, którš Bóg uczynił dostępnš swemu ludowi. Gdy ci biedni poganie chcieli złożyć ofiary Pawłowi i Barnabaszowi, ci zabronili im tego (Dz 14: 8–15). Jezus oczywiœcie był nie tylko Bogiem, lecz i człowiekiem. Chodzšc tu po ziemi, nie czynił jednak cudów korzystajšc ze swej Boskiej natury, musimy się więc jako Jego uczniowie zapytać: Jaki to człowiek? Z Jego własnych wypowiedzi wynika, że Jezus jest uczestnikiem boskiej trójjedynoœci, obejmujšcej Ojca (Jahwe), Syna (Jezusa Chrystusa) i Ducha Œwiętego. Istniał, zanim œwiat powstał, i uczestniczył w jego stworzeniu (Jn 1: 1–3). Nie tylko był z Bogiem, lecz sam był Bogiem. Miał wszystkie cechy boskoœci. Wraz z Ojcem był wszechmocny, wszechwiedzšcy, wszechobecny i wieczny. Jest takim z pewnoœciš i dzisiaj, kiedy siedzi po prawicy Ojca w niebiesiech. Gdy zakończył ziemskš służbę uzdrawiania chorych i czynienia cudów i gotów był ponieœć ofiarę za nasze grzechy, modlił się o chwałę, która należała do Niego przedtem niż œwiat został stworzony (Jn 17: 4–5). Tę właœnie chwałę odłożył i przyjšł œmiertelnš ludzkš postać. Przyszedł na œwiat jako bezmocne dziecię, narodzone z niewiasty, a żył w takich samych warunkach, jak równi Jemu żydowscy chłopcy, dojrzewajšc w mšdroœci (Łk 2: 52). Płakał, odczuwał głód i pragnienie, czuł się zmęczonym, doœwiadczał każdej słaboœci ludzkiej ciała i krwi (Hbr 2: 14 i 4: 15; Jn 1: 2–3). Dlatego Jezus nie miał takiej siły, która by i dzisiaj nie była dostępna każdemu wierzšcemu. Boskim planem było, aby każdy wierzšcy osišgnšł te same siły, które posiadał Jezus od Ojca i Ducha Œwiętego, gdy chodził po ziemi. Kto jest jak Mistrz, doskonały jest (Łk 6: 40; Jn 17: 18 i 14: 12). Aczkolwiek Jezus był wszechmocnym Bogiem, to jednak oœwiadcza podczas swojej ziemskiej służby: „Zaprawdę powiadam wam: Nie może Syn ze siebie nic czynić, tylko co widzi od Ojca. Co On czyni, to czyni i Syn. Ojciec zaiste miłuje Syna i ukazuje Mu wszystko i większe rzeczy Mu ukaże, aż się zadziwicie” (Jn 5: 19–20). „Wierzcie, żem ja w Ojcu, a Ojciec we mnie, przynajmniej dla samych spraw wierzcie mi. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Kto wierzy we mnie, sprawy które ja czynię i on czynić będzie i większe nad te czynić będzie, bo ja odchodzę do Ojca mego” (Jn 14: 10–12). Odpowiedzi na pytanie uczniów „jaki to człowiek?” nie znajdziemy w siłach Bóstwa, z których korzystał wprzód nim przyjšł na siebie nasze ciało, mieszkajšc między nami, ani w mocy, której zażywa dzisiaj w niebie. OdpowiedŸ można znaleŸć w jego ziemskim, ludzkim życiu. Żył On takim życiem, aby być przykładem dla tych, których zostawił na ziemi, aby były dokończone dzieła, które On rozpoczšł (1Pt 2: 21). Jest naszym nauczycielem i mistrzem, a my Jego uczniami. Gdyby Jezus jako człowiek używał siły, która nie byłaby nam także dostępna i osišgalna, niemożliwym by dla nas było brać z Niego przykład. Ale On dał nam obietnicę otrzymania tej samej siły i z tego samego Ÿródła, jakš On miał, gdy był między nami jako człowiek (Łk 24: 49; Mk 16: 17–18; Łk 10: 19; Dz 1: 8).

Aczkolwiek był bogaty w moc Bożš i niebieskš œwištobliwoœć, dla nas stał się uniżonym i ubogim, abyœmy my Jego ubóstwem ubogaceni byli (2Ko 8: 9). Odłożył On wszystko, całš swojš wielkoœć, bogactwo i przyszedł jako dziecię na œwiat, przyjšł na siebie postać sługi, obdarty został z wszelkiej dostojnoœci, był jako najwzgardzeńszy człowiek między ludŸmi (Flp 2: 7). Ustne ludzkie podania i legendy ubrały Jego dzieciństwo w różne cuda i dziwne wydarzenia, lecz Słowo Boże mówi całkiem jasno i prosto: „Takiego pierwszego cudu dokonał Jezus w Kanie Galilejskiej, gdzie przemienił wodę w wino” (Jn 2: 11). Jezus nie czynił cudów ani nie przejawiał jakiejkolwiek nadnaturalnej mocy, dopóki Duch Œwięty nań nie zstšpił (Mt 3: 16–17; Jn 1: 33). Dopiero kiedy Bóg wylał nań Ducha Œwiętego i moc, wtedy zaczšł chodzšc dobrze czynić (Dz 10: 38). To jest tajemnica Jego zwycięstwa jako człowieka. Jakiego człowieka? Tego, który został namaszczony Duchem Œwiętym i mocš z góry, z którym był Bóg. Nie zapominaj jedna,k iż Jezus jako człowiek był w każdym calu człowiekiem. Człowiekiem doœwiadczonym we wszystkich ludzkich pokuszeniach, nad którymi odniósł zwycięstwo. Był człowiekiem, który w jednym czasie mógł być tylko w jednym miejscu, aczkolwiek jako Bóg był i jest wszechobecny. Albowiem jako Bóg nie œpi i nie drzemie (Ps 121: 4) to jednak się spracował (Jn 4: 6) i potrzebował też snu (Mt 8: 24). Jako człowiek musiał Jezus goršcymi, umęczonymi i zaprószonymi stopami chodzić z miejsca na miejsce, przy czym szybkoœć podróżowania była szybkoœciš marszu. Nogami, które kiedyœ chodziły po ulicach z czystego złota w niebie, a teraz były zabrudzone, zmęczone i poranione o kamienie niebrukowanych, rozbitych dróg Orientu i palestyńskich œcieżek.

Jakże On cenił zwykłe oczyszczajšce i orzeŸwiajšce umycie nóg przed posiłkiem, jeżeli jakiœ niesamolubny człowiek przypomniał sobie o tym sposobie usłużenia Mu! Cierpiał głód i pragnienie, samotnoœć, zmęczenie, a także boleœci. Z tego, co jest zapisane w Psalmie 50: 10–12, nie roœcił sobie do tego jako człowiek najmniejszego prawa, wyzbył się wszystkiego, co jako człowiek potrzebował, i nie miał nawet tego, co majš lisy i ptaki, bo nie miał, gdzie by głowę skłonił (Łk 9: 50). Czynił to ochotnie dla nas ludzi, byœmy mogli wzišć udział w Jego œwištobliwoœci i sławie. Kiedy był kuszony na pusstyni przez diabła (Mt 4: 3–4), pierwsze pokuszenie szatana dotyczyło twórczej mocy Syna Bożego, do której użycia chciał on skłonić Jezusa w celu zaspokojenia Jego głodu. Gdyby tak Pan uczynił, nie byłby we wszystkich rzeczach na równi ze swoimi braćmi. Ważnym dla szatańskiego planu było przeprowadzenie tego, ale Jezus nie uległ pokuszeniu. W Jego odpowiedzi nie widać domagania się cech istoty właœciwej bóstwu. Odpowiada ze stanowczoœciš jako człowiek: „Nie samym chlebem będzie żył człowiek, lecz każdym słowem pochodzšcym z ust Bożych”. Z upodobaniem nazywał siebie Synem Człowieczym. Zauważmy więc, czy to nie jest potwierdzone w Piœmie Œwiętym, że Jezus wzišł na siebie naszš naturę i nasze niedostatki, aby przez to stać się dla nas stosownym przykładem. Przypatrzmy się wnikliwie przykładowi Jezusa, a zwróćmy uwagę na pytanie w 2 Piotra 3: 11.

Jezus był mężem mocy. Uczył jako moc majšcy (Mk 1: 22). Ludzie byli zadziwieni, ponieważ przywódcy religijni ich czasów nie znali takiej mocy. Uczyli oni tradycji, teorii i dawali teologiczne wykłady i formułki. Jezus zaœ zrywał misternš przędzę ich nauki, którš oni chytrym sposobem uprzędli i rozwinęli, a sam mocnym słowem wypędzał wszystkie choroby, dolegliwoœci i szatana. Czynił to wszystko w pełnej mocy. Nie mogli zaœ przywódcy religijni mówić tak jak On, ponieważ im nigdy nie była dana moc i siła Boża nad mocš i siłš nieprzyjacielskš. A jakże wiele dzisiaj jest przywódców i nauczycieli, którzy mówiš jak ówczeœni Faryzeusze i znawcy Pisma Œwiętego! Ci zaœ, którzy sš jak Mistrz i Pan, mówiš pełnš mocš, a mianowicie z taka samš, jaka obfitowała w Jezusie, kiedy jej używał, będšc tu na ziemi, a którš przyjšł od swojego Ojca (Jn 5: 27). On przyszedł w imieniu Ojca (Jn 5: 43) jako Jego uznany Przedstawiciel, aby czynił sprawy Ojca swego (Jn 9: 4). Wybrał najpierw 12 uczniów (Łk 9: 1–7), a potem powołał 70 innych (Łk 10: 19), którym dał tę sama moc, której On używał (Łk 10: 17). Pod Jego bezpoœrednim kierownictwem zostali przygotowani po to, aby mogli prowadzić nadal Jego dzieła, a On miał wrócić do Ojca. I chociaż teraz jest u Ojca, został wywyższony i dano mu miejsce po Jego prawicy, nie ma bynajmniej zaniechać tego dzieła, które z takim trudem i cierpieniem tutaj na ziemi rozpoczšł. Zanim odszedł do Ojca, pozostawił rozkaz i moc do prowadzenia nadal tego dzieła. Tych, co w niego wierzš, uczynił swoimi przedstawicielami, przykazujšc im w swoim imieniu (w Jego pełnomocnictwie, jakiego udzielił swym pełnoprawnym przedstawicielom), aby czynili wszystko to, co On by czynił, gdyby był obecny ciałem. „W moim imieniu będš diabły wyganiać, nowymi językami mówić będš, a choćby co œmiertelnego pili nie zaszkodzi im. Węże brać będš (nie aby Boga kusić, ale gdyby się to przytrafiło tak jak to miało miejsce z Pawłem (Dz 28: 3–5; Mk 16: 17–18 i Jn 14: 19). Dary, które dał Bóg Koœciołowi ku jego zbudowaniu (Ef 4: 8–12), zawierajš wszystkie te tak mocne rzeczy, które czynił Jezus, kiedy chodził w ciele (1Ko 12: 7–11). Nigdy też nie uczył Jezus, aby te siły po Jego odejœciu do Ojca miały zaniknšć. W swoim ostatnim nakazie do tych, którym poruczył swoje dzieło, podkreœlił raczej, że ta moc z nimi pozostanie (Łk 24: 19 i Dz 1: 8). „Nauczajcie wszystkie narody” (Mt 10: 8 i 28: 18–20). Uczniowie, którzy byli namaszczeni Duchem Œwiętym (Dz 2: 4), szli głoszšc wszędzie Słowo, a Pan działał przez nich, potwierdzajšc ich słowa znakami, które im towarzyszyły (Mk 16: 20). Dopóki ludzie sš namaszczani Duchem Œwiętym, a Bóg jest z nimi, jak był z Jezusem i z pierwszymi uczniami, (Dz 10: 38 i Mk 16: 20), a tak zgodnie ze słowami Jezusa ma zostać do skończenia œwiata, będš się zatem rzeczy, które czynił, dziać także i nadal.

Uczeń nie ma być nad Mistrza, ale ma być jak Mistrz. Jeœli chcemy być do Niego podobni w mocy — bšdŸmy do Niego podobni w œwiętoœci, w posłuszeństwie, w pokorze i w miłoœci. A musimy być do Niego podobni także i w modlitwie i w społecznoœci z Bogiem, we wierze, jak też w poœcie i zaparciu się samego siebie. Gdyby mógł uczeń i służšcy być podobny do Jezusa w mocy, nie płacšc za to ceny, którš Jezus zapłacił, wtedy byłby uczeń nad Mistrza swego. Pod pewnym względem jest wszystko za darmo, ale za to wszystko, co Bóg daje ludziom, musi być zapłacona cena posłuszeństwa i ochotnoœci. Samo odkupienie, które uczynił dla nas Chrystus może należeć do nas tylko wówczas, jeœli usłuchaliœmy Bożego napomnienia, pokutujemy i idziemy naprzód wierzšc Jezusowi. Dar Ducha Œwiętego bywa nam darowany, jeœli usłuchamy (Dz 5: 32). Zaœ moc Boża jest dla ochotnych, a zwłaszcza tych, którzy spełniajš warunek: „Doskonały będzie każdy, gdy będzie jak jego mistrz” (Łk 6: 40).

IV. Doskonali jak Ojciec (Punkt 3)

„BšdŸcie wy tedy doskonali, jak Ojciec wasz niebieski doskonały jest” (Mt 5: 48). Tymi słowy zostałem uderzony jeszcze bardziej niż poprzednimi, o których była mowa. Mojej wyobraŸni wydawało się to zbyt daleko idšce. Czyżby mógł œmiertelny człowiek przypuœcić, że będzie kiedyœ doskonałym? Bóg jednak nie mógłby żšdać ode mnie czegoœ, o czym by wiedział, że nie mogę tego wykonać. A że Bóg do mnie mówił, nie było przecież wštpliwoœci, bowiem jeœlibym prosił u mego Ojca niebieskiego o chleb, nie dałby mi kamienia. Jakże uchwyciłem się tego, kiedy poznałem, że i to słowo jest cytatem Pisma Œwiętego, znalazłem je u Mateusza 5: 48. Było to osobistš wskazówkš Jezusa nie tylko dla mnie, lecz dla wszystkich, którzy stanš się dziećmi Ojca, który jest w niebiesiech (Mt 5: 45). Tak jest. Doskonałoœć jest celem, który Chrystus polecał każdemu wierzšcemu. Nie każdy chrzeœcijanin osišgnšł ten cel. Żaden też nie ma prawa się chlubić, że go osišgnšł, jak sam wielki apostoł Paweł poœwiadczył (Flp 3: 12). Żaden chrzeœcijanin nie ma prawa usprawiedliwiać swej niedoskonałoœci, lecz musi uznać jš jako niedotrzymanie i nie wykonanie rozkazu Bożego. Tacy powinni starać się, aby tę słaboœć przemóc. Bo doskonałoœć jest faktycznie celem każdego wierzšcego.

Dla tych, których nauczano, że jeszcze żaden człowiek oprócz Chrystusa nie był doskonały, zaznaczmy, że Bóg sam pewnej liczbie ludzi przypisuje doskonałoœć. Ludzie ci nie domagali się jej dla siebie wcale, lecz Bóg to oœwiadczył, iż sš doskonałymi. Jako pierwszy ze wszystkich był Job, bohater najstarszej księgi Biblii, o którym jest napisano, że był doskonały. Przyjaciele Joba nie myœleli, że on był doskonały i obwiniali go z tego powodu, że się przechwala (Jb 6: 16). Szatan również nie myœlał, że Job jest doskonały i skarżył się na niego przed Bogiem, że służy Mu tylko za materialne błogosławieństwa, jakimi go Bóg obdarzył. Nawet sam Job w końcu gotów był uwierzyć, że jest niedoskonały (Jb 42: 6). A gdy szatan go przed Bogiem obwiniał, to sam Bóg wydał o nim œwiadectwo (Jb 1: 8). Dla ludzi, którzy czytali tę księgę Pisma, Bóg dołšcza swojš definicję ludzkiej doskonałoœci: „Bojšcy się Boga, a stronišcy od złego”. Wielu, którzy nie zgadzajš się z tym, żeby człowiek mógł być doskonałym, udowadniało, że nie widzieli jeszcze doskonałego człowieka w dniach Joba. Bóg powiedział, że był tylko jeden. Za dni Noego był znowu tylko jeden, o którym Bóg powiedział, że jest prawdziwie doskonały (1Mo 6: 9). Niektórzy mówiš, że kto byłby doskonały, zostałby wzięty jak Enoch. Nie mówiš jednak o tym, że Enoch chodził z Bogiem przez 300 lat, zanim został zabrany (1Mo 5: 22), a że przed swym przemienieniem miał œwiadectwo, że się podobał Bogu (Hbr 11: 5). Wszyscy ci starotestamentowi œwięci byli już przed wydaniem zakonu doskonali. Nadludzka, Boża doskonałoœć nie była przypisywana żadnemu z nich. Byli oni ludŸmi, podlegajšcymi tymże ułomnoœciom, co i my. Poznali oni jednak Boga, bali się Go i zachowywali Jego przykazania. Wystrzegali się przy tym pilnie rozlewajšcej się wokoło złoœci bezbożnych ludzi, między którymi żyli w najgorszym czasie historii. Czy więc doskonałoœć pod zakonem była możliwa? Kiedy Mojżesz przekazywał całemu narodowi poselstwo od Boga, powiedział: „Doskonałym będziesz przed Panem, Bogiem twym” (1Mo 18: 13). Człowiek jest czasem bardziej krytyczny niż Bóg. Kiedy Miriam i Aaron skarżyli się na Mojżesza, Bóg wystšpił w jego obronie i mówił do nich ze słupa obłokowego. „Nie jest takim sługa mój Mojżesz, który w całym moim domu jest wierny”. Aczkolwiek nie zostało tutaj użyte słowo „doskonały”, odpowiada to znaczeniu słowa, jakie było dane Jobowi (Jb 1: 8). Dawid nie był przekonany, że doskonałoœć jest niemożliwa (Ps 101: 2). Wszyscy ci mężowie nie wštpili o doskonałoœci. Jeszcze wielu innych, jak np. Daniel, Józef, Abraham, Samuel, Eliasz i inni żyli życiem œwiętobliwoœci i doskonałoœci. Żyli oni w czasie wczeœniejszym, zanim mogli korzystać z możliwoœci doby obecnej. Wypełnienie Pisma Œwiętego i obietnic Bożych dał Jezus dopiero nowotestamentowemu Koœciołowi (2Tm 3: 16–17). Nowotestamentowemu Koœciołowi Jezus dał apostołów, proroków, ewangelistów, pasterzy i nauczycieli (Ef 4: 11–12). Wierzšcym Starego Przymierza nie było jeszcze dane wylanie Ducha Œwiętego, nie otrzymali jeszcze Pocieszyciela, wprowadzajšcego we wszelkš prawdę, który pragnie w nas zawsze przebywać (Jn 14: 26). Obecnie jest On darowany nam, każdemu, kto jest posłuszny Bogu (Dz 5: 32). O ileż lżej przychodzi nam żyć życiem poœwięcenia, skoro mamy darowanš tak wielkš obietnicę, w porównaniu z ludŸmi Starego Testamentu. Bóg mówi do nas (2Ko 6: 16–17 i 7: 1); „Majšc tedy te obietnice, umiłowani, oczyœćmy się od wszelkiej zmazy ciała i ducha, dopełniajšc œwištobliwoœci swojej w bojaŸni Bożej.” Ta obietnica należy do nas. Możemy się oczyœcić od wszelkiego zanieczyszczenia, a w Bożej bojaŸni doróœć do zupełnej œwištobliwoœci. To nie jest nowa nauka. Nauka o pełnym poœwięceniu głoszona była przez wszystkie stulecia przez wielkich sług Chrystusowych i była uznawana za zdrowš naukę. Pismo Œwięte uczy o życiu œwiętym, bez którego nikt nie ujrzy Pana. Za pomocš Ducha Œwiętego jesteœmy w stanie wykonać ten rozkaz: „Œwiętymi bšdŸcie, bom Ja jest œwięty”. Zupełna œwiętoœć jest wolš Bożš, a wierzšcy powinni naœladowaniem w posłuszeństwie z całej siły i mocy o niš bojować. Jak to przyjmiesz — to jest już twojš rzeczš. Udoskonalanie, œwiętoœć, zupełne poœwięcenie jest nie tylko możliwe, ale jest obowišzkiem wierzšcego, więcej, jest Bożym nakazem (1Pt 1: 15). „BšdŸcie wy tedy doskonali” (Mt 5: 48). Może w takim razie powiesz: „Znam wiele chrzeœcijan, a nawet kaznodziei, którzy mówiš, że nie można być doskonałym i że szkoda nawet czasu próbować starać się o to”. Znam także tych ludzi, ale oni nie uzdrawiajš chorych i nie wypędzajš demonów. Grzech w twoim życiu jest warowniš diabła. Możesz tę twierdzę wyrwać z ršk szatana lub mu jš pozostawić, ale pozbawi cię to twojej mocy.

Jezus nie pozwalał na to, aby szatan uzyskał w Jego życiu jakikolwiek przytułek czy twierdzę, ponieważ na krótko przed ukrzyżowaniem oœwiadczył: „Oto idzie ksišżę tego œwiata, a we mnie nic nie ma” (Jn 14: 30). Miał moc dokończyć dzieło, dla którego przyszedł na œwiat, ponieważ nie znalazł nic na nim, żadnego przyczółka, żadnej grzesznej słaboœci lub pobłażliwoœci dla siebie. I my, naœladowcy Jezusa jesteœmy napominani, abyœmy nie dali szatanowi najmniejszego punktu oparcia — „nie dawajcie miejsca diabłu” (Ef 4: 27). To jego dziełem jest skierowanie twojej wiary w tym kierunku, że nie jesteœ w stanie utrzymać swoje życie w bezpieczeństwie od jego zasadzek. Jeżeli uda mu się to, że zostawisz mu trochę miejsca, z którego może działać, zniszczy całe twoje usiłowanie, skierowane ku Bogu. Okradnie cię z mocy, która jest ci potrzebna do życia z Bogiem, nie będziesz w stanie wykonać dzieła, poruczonego ci przez Boga. Chorzy nie będš uzdrowieni, a spętani nie doznajš uwolnienia. Spróbujesz wypędzić diabła, a on wyœmieje ci się w twarz tymi słowy: „Tolerujesz nas we własnym ciele, a chcesz nas z innych wypędzać?” Demony znajš moc chrzeœcijanina, napełnionego przez Chrystusa, ale nie bojš się nikogo, kto nie jest œwięty (Dz 19: 13–15). Synowie Scewy nie wiedzieli, że potrzeba im œwiętoœci i że nie można jej pomijać, jeżeli chce się używać pełnej mocy Bożej. Działanie reakcyjne nie w każdym wypadku bywa tak gwałtowne i bezpoœrednie. Ci potulni Żydzi próbowali już dawniej czynić to samo, a tylko raz spotkali się z tak silnym oporem szatana, ale też ani razu nie udało im się diabła wypędzić. Demony uciekajš tylko przed Chrystusem lub przed tymi, którzy sš napełnieni życiem Chrystusa. Nie ma żadnej drogi, aby bez œwiętoœci dostšpić mocy Bożej, bowiem sam Pan Jezus mówi: „Doskonałym będziesz, jeœli będziesz jak mistrz” (Łk 6: 40). O doskonałoœci dałoby się dużo powiedzieć i można by wydać całš ksišżkę, by możnoœć wykonania rozkazu Bożego: „BšdŸcie œwiętymi, bom Ja jest œwięty” pokazać człowiekowi, który jest spragniony, głodny i tęsknišcy do poznania prawdy. Moc, którš Jezus obiecał swoim naœladowcom, jest dostępna. Pełna Boża moc, o której było już dostatecznie mówione, jest dla każdego, który jej pragnie. Ale tu trzeba coœ więcej niż wiedzieć, że œwištobliwoœć istnieje. Trzeba wiedzieć też i to, że jš możesz osišgnšć, a także, że nie każdy chrzeœcijanin osišgnšł już ten cel i nie każdy ma moc, którš Jezus obiecał.

Pewnego dnia dwunastu wybranych uczniów spotkało się z demonem, który nie chciał wyjœć na ich rozkaz, chociaż poprzednio uzdrowili w imieniu Jezusa wielu chorych i wiele demonów wypędzili. Gdy Jezus wypędził tego demona, pytali się uczniowie, dlaczego oni nie mogli tego uczynić. Jako powód podał im Jezus za małš wiarę oraz niedostatek modlitwy i postu. U tych dwunastu wybranych mężów Bożych zjawiał się także czasami niedostatek owoców Ducha i przejawiały się widoczne uczynki ciała, jak np. pycha (Mk 10: 45), zazdroœć (Mk 10: 45) i gniew (Mt 26: 51). Oni zasnęli, kiedy mieli się modlić (Mt 26: 40), a opuœcili Jezusa w godzinie pokuszenia (Mt 26: 56). Nie rozumieli i nie potrafili rozpoznać Bożego planu i zatrzymywali Go, kiedy oznajmił im, że będzie zabity (Mt 16: 23). Nie osišgnęli jeszcze doskonałoœci, ale pragnęli być doskonałymi i pilnie się starali, aby uchwycić obietnicę Bożš, a Bóg ich poważał i nie wstydził się być nazwany ich Bogiem. Nie bšdŸ bojaŸliwy, upoœledzony i nieœmiały, jeœli nie osišgnšłeœ jeszcze doskonałoœci. Doskonałoœć należy osišgnšć już tutaj, zanim spotkamy się z Jezusem twarzš w twarz. Należy wzrastać w miłoœci w celu osišgnięcia doskonałoœci, w której musimy pozostać, póki jesteœmy w ciele. Nasze udoskonalanie można porównać do owocu drzewa. Już od czasu, kiedy pojawił się nasiennik, jabłko może być w nim doskonałe, chociaż jest jeszcze maleńkie i nieznaczne, i nie nabrało jeszcze koloru ani smaku, które póŸniej osišgnie. Jest jednak w swym pierwotnym stanie doskonałe. Jeœli otrzyma pokarm, będzie chronione przed mrozem, szkodnikami i chorobami, jeœli otrzyma dostatek słońca, ciepła, wyroœnie w wielki, œliczny owoc. Na niedoskonałoœć dojrzałego owocu wskazuje apostoł Paweł (Flp 3: 12–15 ), gdzie mówi o koniecznej doskonałoœci dojrzałego owocu, o doskonałoœci, która będzie dokończona dopiero wraz ze zmartwychwstaniem. Apostoł Paweł nie był œwiadomy swej doskonałoœci, którš już osišgnšł, lecz naprawdę w chrzeœcijańskim duchu nie zadowolił się tym (Flp 3: 12–14), że nie ma miejsca, na którym by można stanšć, dopóki się nie uzyska pełnej mocy i doskonałoœci. Aczkolwiek niedojrzały chrzeœcijanin może być w oczach Bożych doskonały, przestanie nim być z chwilš, gdy przestanie wzrastać, bo wkrótce zwiędnie i opadnie z drzewa. Doskonałoœć trzeba zachować czynnš i cišgle się o niš troszczyć. Wzrost bowiem musi być podtrzymywany pokarmami (1Pt 2: 2).

Jedynym z pokarmów koniecznych do wzrostu jest Słowo Boże. Przez nie uroœniemy, jeœli wniknie w nas silne pragnienie ku niemu (2Pt 3: 18). Prawdziwa bowiem tęsknota za Słowem Bożym jest czšstkš naszego udoskonalania się w naszym życiu codziennym. Ma to wielkie znaczenie dla naszej końcowej doskonałoœci, kiedy przyjdzie Jezus (2Tm 3: 16–17). Wielu z wierzšcych ma dosyć czasu na czytanie humorystycznych gazet, romansów i czasopism oraz wszystkiego innego, tylko nie Słowa Bożego. Wcale nie œpieszš, aby się zagłębić w Biblii, i dlatego czym się karmiš, w tym rosnš. Nic dziwnego więc, że nie idš naprzód, nie uzdrawiajš chorych i nie wypędzajš demonów, skoro nie karmiš swojej duszy stosownym pokarmem (2Pt 3: 15). To zrozumienie osišga się przez prawdziwe studiowanie Słowa Bożego. Czytaj je dużo i traktuj je jak objawienie Boże dla ciebie, i wierz w to, co czytasz. Jest ono słowem Tego, który nie może kłamać. On ma na myœli dokładnie to, co mówi. Dla tych, którzy pozostajš w Chrystusie, przewidziana jest i zapewniona nieograniczona pomoc, tak iż nie musimy grzeszyć, choćby nasze pokusy były nie wiadomo jakie, ponieważ czytamy: 1Ko 10: 13; Flp 1: 6; 2Ts 3: 3; Jud 1: 24. Alleluja! Można być przez Boga otoczonym opiekš, strzeżonym i chronionym, i żyć na wyższym poziomie niż poziom grzechu. Szatańskie podstępy nie sš dla nas nieznane. Także i szatan może cytować Słowo Boże, i jakże szybko zjawia się, aby pocieszać chrzeœcijan, którzy nie zdšżajš do doskonałoœci, cytujšc im drugš połowę wersetu z Mateusza 26: 41, która mówi: „Duch wprawdzie jest ochotny, ale ciało mdłe”. Miejsca tego nie powinniœmy jednak cytować bez pierwszej częœci tego wersetu, która mówi: „Czuwajcie i módlcie się, abyœcie nie weszli w pokuszenie”. W ten sposób możemy przezwyciężyć mdłoœć ciała (Gal 5: 16). Możesz być pewny, że szatan nie użyje cytatów takich jak Gal 5: 19–21 ani Rz 8: 6. Ukrywaj się za mdłoœciš swojego ciała, jeœli chcesz, ale zwróć uwagę na to, jaki według Słowa Bożego będzie tego rezultat! Nie ulegaj podszeptom szatańskim, nawet chociaż cytuje z Pisma Œwiętego (Jk 4: 7). Możesz być doskonałym, ponieważ Słowo Boże mówi, że możesz. Tylko szatan mówi coœ przeciwnego, że takim być nie możesz. Bóg przygotował dla ciebie w swoim Słowie pokarm, Bożš ochronę, a w koœciele mocnš pomoc w twoim dšżeniu do doskonałoœci, tak aby cel ten mógł zostać osišgnięty (Ef 4: 12).

Nie myœl, że osišgniesz doskonałoœć, którš Bóg życzy sobie widzieć w tobie, jeœli nie zwracasz uwagi i nie respektujesz Jego wskazówek. „Nie opuszczajšc wspólnych zebrań naszych, jak to jest u niektórych w zwyczaju” (Hbr 10: 25). Szukaj dobrego chrzeœcijańskiego domu, gdzie Słowa Bożego nie tylko się naucza, lecz gdzie mu się także wierzy i gdzie jest ono potwierdzane, gdzie moc Boża i obecnoœć Boża jest pożšdana i chętnie przyjmowana, gdzie Bóg potwierdza Słowo znakami, które towarzyszš, i gdzie lud Boży mówi to, „co odpowiada zdrowej nauce” (Tt 2: 1). Przyjmij zasadę, że będziesz obecny zawsze, gdy Bóg i Jego lud spotykajš się. Tylko w ten sposób może On prowadzić nas do doskonałoœci poprzez usługę darami, które dał koœciołowi. Każde zgromadzenie w koœciele Bożym, napełnionym Duchem, ma zgodnie z Bożym planem przyczynić się w jakiœ konkretny sposób do twojego postępu na drodze do doskonałoœci. Potrzeba także cierpliwoœci (Jk 1: 4). Także język odgrywa ważnš rolę (Jk 3: 2; Kol 3: 14). Chrystus zainteresowany jest wystarczajšco tym, by wskazywać ci drogę. Jeœli jak najbardziej poważnie usiłujesz znajdować drogę do doskonałoœci, on położy swój palec na twoje grzeszne upodobania i pokaże ci, co jeszcze cię od Niego oddala. Pewien młody człowiek upadł kiedyœ do stóp Pana Jezusa i pytał, co powinien czynić. Aczkolwiek pytał o drogę zbawienia, Jezus wskazał mu drogę doskonałoœci (Mt 19: 21). Położył palec na jego grzesznych upodobaniach. Podobnie jak wielu innych, także i ten młody człowiek poczuł, że to zbyt wiele. Ale tak naprawdę była to znikoma cena do zapłacenia za doskonałoœć w tym życiu i za doskonałoœć życia wiecznego na tamtym œwiecie. Jezus i dzisiaj jest taki sam. Jeœli staniesz przed Nim z tym pytaniem, nie pozostawi cię bez odpowiedzi. Doskonałoœć, i to coraz większa, jest zawsze celem chrzeœcijanina (Flp 3: 14–15). Przy czytaniu tej ksišżeczki szatan prawdopodobnie często będzie podszeptywał ci to, co powiedział faraon Mojżeszowi: „Złóżcie Bogu ofiarę w tym kraju” (2Mo 8: 25). Inaczej mówišc: Nie trzeba zapuszczać się aż tak daleko. Nie trzeba do tego podchodzić tak rygorystycznie i oddzielać się od rzeczy tego œwiata, aby osišgnšć Bożš moc. Jeœli zaœ obstajesz przy swoim żšdaniu, szatan powie ci: „Ale nie odchodŸ zbyt daleko!” Nadmieni, że to bardzo niebezpieczne pójœć za daleko i że z Bogiem wcale nie możesz iœć za daleko. Jeœli jednak chodzisz z Jezusem w Duchu, to nie musisz się obawiać, że zajdziesz za daleko. Żaden wierzšcy nie zaszedł jeszcze tak daleko, jak powinniœmy iœć, aby móc wkładać ręce na chorych i widzieć, że ci wyzdrowiejš. Żaden koœciół nie doszedł tak daleko, jak powinien zgodnie z myœlš Pana, aż by w jego zgromadzeniach czynnych było wszystkich dziewięć darów Ducha Œwiętego. Nie pozwól, by faraon czyli szatan powstrzymał cię. IdŸ naprzód, przejdŸ całš drogę! Boża łaska wystarczy dla ciebie, abyœ nie dał się przez nic powstrzymać, abyœ mógł posišœć Bożš obietnicę w swoim własnym życiu, niezależnie od tego, czy jesteœ duchownym, czy też laikiem. Dšżmy do doskonałoœci! (Hbr 6: 1).

V. Chrystus naszym przykładem (Punkt 4 i 5)

„Na to bowiem powołani jesteœcie, gdyż i Chrystus cierpiał za was, zostawiajšc wam przykład, abyœcie wstępowali w jego œlady; On grzechu nie popełnił ani nie znaleziono zdrady w ustach jego; On, gdy mu złorzeczono, nie odpowiadał złorzeczeniem, gdy cierpiał, nie groził, lecz poruczał sprawę temu, który sprawiedliwie sšdzi” (1Pt 2: 21–23). Każdemu dziecku Bożemu ze szczerym sercem ten tekst objaœni, i stanie się całkiem zrozumiałym to, że Jezus tak poprzez swoje Słowo, jak i życie jest naszym wzorem. Możemy chodzić tak, jak On chodził, iœć Jego œladem, mówić tak, jak On mówił i czynić tak, jak On czynił. Ale nie zależy to od naszych ršk, nóg i ust, lecz od naszych serc (Mt 7: 21–23). Bowiem o czym kto myœli w swoim sercu — takim jest. Zanim potrafimy chodzić tak, jak Chrystus chodził i mówić tak, jak On mówił, musimy najpierw zaczšć myœleć tak, jak myœlał Chrystus. Jest to możliwe tylko wtenczas, gdy cały nasz rozum jest oddawany w posłuszeństwo Chrystusowi (2Ko 10: 5). Wszystkie nasze myœli winny być tak zniewolone, aby kierowały się wyłšcznie wolš Chrystusowš. A to wcale nie przychodzi łatwo. Jest to akt całkowitego oddania się, wymagajšcy pełnej œwiadomoœci, dšżenia i posługiwania się tymi rzeczami, bowiem duch (ludzki) lubi się błškać. Wymaga to również dobrej woli i przyjęcia Ducha Chrystusowego jako swojego własnego (Flp 2: 5), a wyrzeczenia się własnego dotychczasowego sposobu myœlenia. Wtedy Bóg nadaje kierunek naszym myœlom. Jest całkiem możliwe prowadzenie zwycięskiego życia myœli. Nie znaczy to, że szatan nie będzie mógł podejœć więcej ze złymi podszeptami, bo tego Bóg nigdzie nie mówi, żeby człowiek nie miał być kuszony. Wiemy bowiem, że i Chrystus był kuszony. Ale jest zupełnie możliwe dać takim myœlom odpór, a nie dotykać się złego. Zdrowy duch jest duchem, którym można kierować, złe myœli mogš być odpędzone, a wtedy nasz duch jest napełniony dobrymi rzeczami. Bywamy także pouczeni, jakiego rodzaju myœlom powinniœmy dawać miejsce (Flp 4: 8). Jezus Chrystus myœlał jedynie właœciwymi myœlami. To właœnie jest przyczynš, że mógł On chodzić w prawdzie, mówić co właœciwe i być właœciwym przykładem dla swych naœladowców (1Pt 2: 21–23).

Chrystus nie żył w grzesznych przyzwyczajeniach, dlatego nie tolerował grzechu, nie usprawiedliwiał go ani nie pobłażał mu. Dawał zawsze odpór diabłu i wszelkim pokusom, a chociaż był doœwiadczany we wszystkim podobnie jak i my, to jednak oprócz grzechu (Hbr 4: 15). On jest naszym przykładem i gotów każdemu pomóc, żeby mógł on chodzić tak jak i Jezus chodził (1Jn 3: 6). Te rzeczy stojš jednak w zupełnej sprzecznoœci z wieloma religijnymi naukami, jakie głosi wiele koœciołów naszej doby. Tego jestem pod każdym względem œwiadomy. Lecz jestem œwiadomy i tego, że w dzisiejszych czasach widzimy też wiele religijnych i pobożnych ludzi, a nawet takich, którzy wierzš w Boże uzdrowienie, lecz sš oni zupełnie bez siły, kiedy stojš przed tymi, których by trzeba wyswobodzić z choroby lub mocy szatana. Jeœli więc pragniesz otrzymać pełnš Bożš moc, jest to rzeczš godnš największej uwagi i modlitw, bez względu na to, jakie były twoje poprzednie religijne poglšdy, nauki i zrozumienia. Tak jest. Jest zupełnie jasne, dlaczego niektórzy posiadajš moc, a inni nie. Nie jest tak dlatego, żeby Bóg miał wzglšd na osobę. Moc wypływa bezpoœrednio z wiary, a wiara z posłuszeństwa (1Jn 3: 21–22). Poœwięcenie jest dostępne także ludziom, którzy nie sš œwiętymi, ale wiara nigdy. Gdyby wiara dostępna była również dla ludzi, którzy nie prowadzš uœwięconego życia, wtedy by jš otrzymali też tacy, którzy Boga nigdy nie będš oglšdali, i mogliby oni mieć moc i wyprosić sobie u Boga i otrzymać wszystko, czego sobie życzš. Nieograniczona Boża obietnica dla tych, co uwierzš, brzmi: „I wszystko, o cokolwiek byœcie prosili w modlitwie z wiarš, otrzymacie” (Mt 21: 22). A jednoczeœnie Bóg mówi: „Dšżcie do uœwięcenia, bez którego nikt nie ujrzy Pana” (Hbr 12: 14). Wbrew temu, co głosi wielu nauczycieli religijnych, iż wszyscy stale grzeszymy, że jest niemożliwym żyć na innym poziomie niż na poziomie grzechu, że w pewnej iloœci grzechów musimy w tym życiu mieć udział, a póki żyjemy na ziemi, musimy codziennie grzeszyć i codziennie wieczorem żałować za grzechy. Przeciwko temu mówi przecież jasno i prosto Słowo Boże: „Œwiętymi bšdŸcie, bo Ja jestem œwięty” (3Mo 11: 44, 1Ko 15: 34). A zatem według tego wersetu ci, co starajš się tłumaczyć swoje grzechy, nie wiedzš nic o Bogu, a to jest przecież rzeczš żałosnš. Jest więc rzeczš oczywistš, że wielu ludzi, mianujšcych się chrzeœcijaninami, jest pogršżonych w duchowym œnie. Tacy nie sš prowadzeni ani przez Ducha Bożego, ani przez Słowo Boże. Bo celem Ducha Œwiętego jest przekonywać œwiat o grzechu i o sprawiedliwoœci (Jn 16: 8), a Słowo Boże mieszkajšce w naszych sercach ostrzega nas, abyœmy nie grzeszyli (Ps 119: 11). Nie otrzymasz żadnej siły, jeżeli będziesz spał. ObudŸ się! Przestań usprawiedliwiać grzech. ChodŸ œladami tego, który grzechu nie popełnił (1Pt 2: 22). Jezus uzdrawiał swoim Słowem (Mt 8: 16). Jego mowa była mocna (Łk 4: 32). Naœladowcom Chrystusa jest dane przyrzeczenie, że także ich słowo będzie mocne. Musimy mówić tak, jak On mówił. Dlatego nie może być znalezione w naszych ustach kłamstwo ani œwiadome przesadzanie, fałsz czy nieszczeroœć. Jezus chodził w duchu, a jako Jego naœladowcy jesteœmy wzywani do tego, aby także postępować Duchem (Gal 3: 16). W wierszach 19 i 20 tego rozdziału wymienione sš owoce ciała, które u tych, którzy chodzš w duchu, nie majš miejsca. Sš ludzie, którzy niektóre z owoców ciała w swym życiu pielęgnujš, a jeœli nie, to stawiajš im nieznaczny tylko opór, i nie mogš stać się zwycięzcami. Sš jednak przy tym przekonani, iż Bóg powinien ich modlitwy uwzględnić i dać im pełnš moc. W Liœcie do Galacjan 5: 21 napisano: „Ludzie, którzy takie rzeczy czyniš, królestwa Bożego nie odziedziczš.” Nie otrzymajš także żadnej mocy, bo jakże mógłby ktoœ, kto nigdy nie był sposobny do Królestwa Niebios, oczekiwać, że będzie czynił sprawy, które czynił Jezus?

Jeœli czytasz tę ksišżeczkę i œledzisz pod tym kštem Słowo Boże, to znajdziesz, że Bóg wymienia w nim następujšce rzeczy: pychę, nieczystoœć, zmysłowoœć, rozerwania, swary, pieszczotliwoœć, czary, lubieżnoœć, gniew, wœciekłoœć, nieprzyjaŸń, niesprawiedliwoœć, chciwoœć, złorzeczenie, zdzierstwo, bałwochwalstwo, obżarstwo, rozpusta, spory, odszczepieństwa, biesiady, niewstrzemięŸliwoœć i inne. Ci więc, którzy takie rzeczy czyniš, nie chodzš œladami tego, który grzechu nie uczynił i w ustach którego nie była znaleziona zdrada. Apostoł Paweł napomina nas, żebyœmy zewlekli z siebie cielesne uczynki starego człowieka, a przoblekli się w owego nowego człowieka, który się wcišż odnawia (Kol 3: 9–10). W dalszym cišgu wyliczone sš następne uczynki człowieka cielesnego, nie chodzšcego w Duchu. Aczkolwiek nie wszystkie sš wymienione, mogš one pomóc ujawnić niektórym z nas nasz stan. Pycha, samodzielny duch, dzięki któremu czynimy się ważnymi, nieprzychylnoœć wynikajšca z przeceniania siebie, porywczoœć, ostroœć, nielitoœciwoœć, chluba, chciwoœć sławy, lubowanie się w przejawach czci dla siebie, zwracania uwagi na siebie np. przy pouczaniu innych, swarliwoœć, puste klepanie językiem, upór, nieprzystępnoœć, nieprzyjmowanie nauk i napomnień, swawola, plotkarstwo, brak uległoœci, nieustępliwoœć, popędzanie innych, wodzirejstwo, drażliwoœć, opryskliwoœć, obojętnoœć, zamiłowanie do przechwałek, pochlebstwo, żšdanie uległoœci i posłuszeństwa od innych, mówienie raczej o wadach niż zaletach drugiego, który jest zdolniejszy od nas, nieœwięte zmysłowe życie, poczynania niezależne i niepoważne, słaboœci zwierzania się drugiej płci, podejrzliwoœć, nieuczciwoœć, mijanie się z prawdš, wzbudzanie lepszego wrażenia o sobie niż odpowiadajšcego rzeczywistoœci, skłonnoœć do przekręcania prawdy, samolubstwo, miłoœć pieniędzy, skłonnoœć do pewnoœci siebie, zważanie na formalnoœci, duchowa œmierć, brak zainteresowania duszami, oschłoœć, sztywnoœć, obojętnoœć. Brak pełnej Bożej mocy.

Skłoń swoje kolana przed Bogiem, a daj mu sposobnoœć mówić o wszystkich tych rzeczach, aby ci przedstawił i wyliczył je, a to będzie punkt pišty Bożych żšdań względem ciebie. Zobaczysz wówczas, że i w twoim życiu znajduje się jeszcze więcej rzeczy, które ci Pan ukaże, a które stanowczo muszš być usunięte. Możemy stale kontrolować się w tych rzeczach, jeżeli zapytamy samych siebie: „Czy Pan Jezus postapiłby tak, jak ja postšpiłem?” Jeżeli otrzymamy odpowiedŸ, że tak, wtedy idziemy w Jego œlady. Jeżeli On tak by nie uczynił, wtedy i my ta drogš iœć nie możemy, a jeœli jednak niš pójdziemy, nie otrzymamy na niej żadnej mocy. I nie tylko to, lecz zbłšdzisz wkrótce tak, że minie cię niebo. Życie w uœwięceniu nie jest niemożliwe, bo je nam sam Bóg pokazał (Flp 1: 6; 1Mo 18: 14; 2Ko 12: 9). Miej także dosyć na Jego łasce. Jeżeli chcesz naprawdę osišgnšć œwiętoœć, jest ona dostępna i dla ciebie. Bez niej nigdy nie dostšpisz udziału w pełnej Bożej mocy.

VI. Zaparcie się siebie (Punkt 6)

„I powiedział do wszystkich: Jeœli kto chce pójœć za mnš, niechaj się zaprze samego siebie i bierze krzyż swój na siebie codziennie, i naœladuje mnie” (Łk 9: 23). Droga, którš szedł Jezus, jest drogš zaparcia się samego siebie. Jeżeli ty, czytajšc tę ksišżkę, postanowiłeœ iœć za Nim, zaprzyj się samego siebie. Powiedziano: „Nigdy tak nie mówił człowiek, jak ten człowiek mówi” (Jn 7: 46). W Piœmie Œwiętym czytamy: „Wczeœnie rano, wstawszy jeszcze przed œwitem, poszedł na samotne miejsce, aby się modlić.” Jak wielu jest takich, którzy pragnęliby czynić to wszystko, co czynił Jezus, a zaledwie znajdš lub w ogóle nie znajdujš czasu na modlitwy. Mało jest takich, którzy potrafiš bojować w samotnoœci. Za to w zgromadzeniu lub w obecnoœci drugich modlš się często i ładnymi słowy. Bo ciche, nocne godziny, spędzane w samotnoœci, nie przysparzajš ich własnemu „ja” żadnej sławy. To „ja” by się raczej jeszcze obróciło trochę na drugi bok, żeby w swej przytulnej poœcieli zajšć wygodniejszš pozycję, a jeszcze trochę się zdrzemnęło. Taki argumentuje, że potrzeba mu odpoczynku, lecz podnosi rękę potakujšcym gestem, jeżeli go zapytasz, czy chciałby w nocy lub wczesnym rankiem się modlić. Dlaczegóż to? Pobożne „ja” cieszy się z tego, że będzie widziane, jak się ofiaruje, i może korzystać z dobrej opinii u sšsiadów. Lecz zatrzyma budzik, gdy ten zacznie dzwonić, i pogršży się znowu w sen, dowodzšc przy tym, że nie ma potrzeby nieustannie się modlić, jeżeli nie ma specjalnej potrzeby modlitwy. Ale Jezus mówi: „Kto zaprze się samego siebie”. To jest ofiara, praktyczna ofiara, którš Bogu przynosimy. Ta ofiara jest Bogu przyjemna.

Na jednym z moich pierwszych zebrań w Missouri, w którym przez cały tydzień zbierało się wielu ludzi, nie została pozyskana ani jedna dusza. Zgodziliœmy się z żonš, że musi się ten stan zmienić i postanowiliœmy całš noc prosić Pana o zbawienie dusz na tych zebraniach. Było już póŸno, służba była wyczerpujšca i cieleœnie byliœmy już zupełnie wyczerpani. Wkrótce zmęczenie zaczęło nas przemagać. Zdawało się nam, że nasze czuwanie jest zupełnie niemożliwe. Raz po raz musiało jedno budzić drugie. Żadne wołania i podniecenia nie mogły uczynić nas czujnymi, a uczyniło to dopiero poznanie i zrozumienie tego, że w tym małym zborze, za który Bóg uczynił nas odpowiedzialnymi, znajdujš się zgubione dusze, które powinniœmy widzieć jako zbawione. Obiecaliœmy Bogu, że to przemodlimy. Kiedy pojawiły się od wschodu pierwsze promienie słoneczne, wierzyliœmy, iż proœby nasze zostały wysłuchane i powinno się to już w najbliższy wieczór pokazać. Nie mogliœmy się przeto doczekać wieczornego zgromadzenia. I tego samego wieczoru mogliœmy się przekonać o zwycięstwie. Jeden za drugim ludzie występowali do przodu i aż dziewiętnaœcie dusz zostało wykupionych i sławiło Boga w małej wiejskiej szkółce, w której był kaznodziejš młody człowiek, dopiero od tygodnia służšcy Słowem Bożym. Kiedy wróciliœmy pełni radoœci do domu, wiedzieliœmy, iż otrzymaliœmy od Boga cenne pouczenie. Tak, opłaca się odmówić naszemu „ja” tego spoczynku, którego ono dla siebie żšda. Opłaca się przebić w modlitwach bez względu na to, czy nasze „ja” ma, czy też nie ma chęci do modlitwy i czy czuje do tego ochotę, czy też czuje się przymuszone. Nasze „ja” mówi: Módl się tylko wtedy, kiedy masz na to ochotę. Ale zaparcie się siebie mówi: Módl się bezustannie. Jest czas, gdy modlitwa jest radoœciš i gdy zmęczona dusza doznaje orzeŸwienia. Ale bywa także czas, kiedy w modlitwie odczuwamy, iż stoimy na polu bitwy, twarzš w twarz wobec całej potęgi nieprzyjaciela, bojujšc o rzeczy, które dzięki obietnicom Bożym prawnie do nas należš, a które szatan chce zataić i zatrzymać, jeżeli nie może gwałtem ich wyrwać. Sš czasy, kiedy musimy w modlitwie się zmagać, tak jak zmagał się ongiœ Jakub, gdy zawołał: „Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz”. Zdarza się, że odpowiedŸ zostaje wstrzymana, a wtedy trzeba cierpliwie czekać, ale wytrwać jak Daniel. Sš chwile, że taka walka może zupełnie wyczerpać ciało. W takich momentach modlitwa wymaga samozaparcia, lecz to się bardzo opłaca. Tylko ten, kto wierzy w moc modlitwy, zrzeknie się spokoju i wypoczynku, którego domaga się jego ciało, aby się modlić, a Boża obietnica brzmi: „A wszystko, o cokolwiek byœcie prosili w modlitwie wierzšc, otrzymacie” (Mt 21: 22). Prawdziwa modlitwa, œwiadoma i wytrwała jest najpełniejszym przejawem mocy na œwiecie. Pierwszy Koœciół trwał na modlitwie dziesięć dni, a stał się wielki zielonoœwištkowy cud. Mojżesz spędził z Bogiem czterdzieœci dni na górze, a twarz jego lœniła się tak, że musiał kłaœć zasłonę na twarz. Jerzy Mller modlił się i zapewnił sobie jeden milion dolarów, które mu umożliwiły opiekować się 2000 sierot. Jezus wstšpił na górę, aby się modlić, a wrócił, żeby wypędzać demony, które ustępujš tylko przez post i modlitwę (Mk 9: 29). Jezus nie powiedział strapionemu ojcu — „ten demon może wyjœć tylko przez post i modlitwę, poczekaj więc, a ja pójdę się pomodlić i popoœcić”. On już to uczynił wczeœniej. Zaparcie się siebie, post i modlitwa były udziałem Jego codziennego życia, było to Jego życiowym zwyczajem. On modlił się najprzód, a gdy zaszła potrzeba, dzięki temu, co wybojował w modlitwie, był w stanie pomóc w każdym przypadku. Wielu uważa, że kroczy drogš samozaparcia, lecz dzieje się to u nich z samolubnych pobudek i celów, a nie po to, by ich głos był słyszany na wysokoœciach (Iz 58: 2–7). Post jest ważnš broniš samozaparcia się. Głód potraw jest jednym z najsilniejszych wymagań naszego „ja”. Za pokarm sprzedał Ezaw swe pierworodztwo. Operujšc głodem kusił szatan Jezusa na pustyni po raz pierwszy. Paweł, ten wielki apostoł œwiadczy, że znajdował się często w postach (2Ko 11: 27). Samo przyjmowanie pokarmu nie jest grzechem, lecz jeżeli przykładamy do niego zbyt wielkš wagę, staje się naszym bogiem, a jeżeli staje się naszym bogiem, jest równoczeœnie grzechem. Paweł przestrzegał koœciół w Filippi przed niektórymi, których bogiem jest brzuch (Flp 3: 18–19). Wielu takich, którzy pragnš mocy Bożej w swym życiu ku czynieniu znamion i cudów, bywa powstrzymywanych przez koniecznoœć ofiary, ponieważ sš skłonni zrezygnowac ze wszystkiego, co Bóg ma najlepszego, byle nie wyrzec się dobrego obiadu. Jakże mi ciężko było wytrzymać na kolanach, kiedy szczelinš w drzwiach dochodził przyjemny zapach obiadu, który właœnie przygotowywano! Lecz dopiero wówczas, kiedy się odwróciłem od doskonałej pieczeni i bez obiadu wróciłem do swojej komórki, usłyszałem głos Boży. Tym tylko potwierdziłem Bogu, że jest On dla mnie ważniejszy niż pokarm i że brzuch nie jest mi bogiem. Post sam w sobie nie ma mocy czynić cudów, jeœli nie przebiega prawidłowo. Izraelici za czasów proroka Izajasza wołali: „Dlaczego poœcimy, jeżeli nie patrzysz?” (Iz 58: 3). Jeżeli ma post komuœ pomóc i sprawić, by jego głos był słyszany na wysokoœciach, musi mu towarzyszyć serdeczne pragnienie szukania Boga i najgłębsza œwiadomoœć naszej odpowiedzialnoœci jako braci, stojšcych na straży. Post powinien być pewnego rodzaju skrytym, wewnętrznym aktem, jeżeli ma odnieœć skutek (Iz 58: 6–7). Jeżeli się zaœ to dzieje w dobrym trybie Bożym, wtenczas aktualna jest obietnica (Iz 58: 8–9). Jezus poœcił i oczekiwał, że ci, którzy Go chcš naœladować, także będš poœcić. Przypomniał jednak swoim naœladowcom, iż nie każdy post jest Bogu przyjemny (Mt 6: 16–18). Ci, którzy się tym szczycš, sš nazwani przez Niego obłudnikami. Otrzymali już bowiem całš zapłatę — podziw swojego otoczenia, które sšdzi podług oznak zewnętrznych. Post zalecany przez Jezusa ma stanowić jakby cichš ugodę między człowiekiem, a Bogiem. Jeœli to możliwe, nawet własna rodzina nie powinna wiedzieć, że poœcimy. Jeżeli będziemy poœcili w ten sposób, Bóg, który widzi w skrytoœci, odda nam jawnie, a to w ten sposób, że nasza modlitwa zostanie wysłuchana. O ileż cenniejsze jest, jeżeli ktoœ może o nas powiedzieć: „Ten oto człowiek stoi w mocy Bożej, chorzy bywajš uzdrowieni, chromi chodzš, niemi mówiš, œlepi widzš, gdy on się modli.” Może by powiedzieli: Człowiek ten jest nabożny. Poœcił już 21 dni, a wkrótce osišgnie 40 dni postu. Wielu już ludzi w ten sposób zostało zwiedzonych ku marnej stracie czasu i ofiary, ponieważ nie uzyskali żadnej pomocy dlatego, że się nadęli, a poszczenie wyhodowało w nich ducha samolubstwa i uwielbienia dla siebie. Zamiarem szatana jest udaremnić w miarę możliwoœci wszystko, co staramy się uczynić w kierunku zbliżenia z Bogiem. Musimy więc i tutaj być bardzo czujni, inaczej szatan pozbawi nas jednej z najskuteczniejszych broni „samozaparcia” poprzez post. Prawdziwy post znaczy tyle, że stawiamy Boga ponad wszystkie żšdania naszego „ja”, co ma w naszym życiu głęboki zasięg.

Aczkolwiek mšż i żona uważajš swoje ciała za wzajemna własnoœć, a majš być sobie pod tym względem poddani, przy czym powinni się wszelkim możliwym sposobem starać sobie podobać, apostoł Paweł uważał za stosowne i mšdre, aby chrzeœcijańskie małżeństwa znalazły czas, w którym pożšdliwoœci cielesne zostana okiełznane, aby Bóg mógł wtedy zajšć najprzedniejsze miejsce w nich i opanować ich wszystkie myœli. Wtedy może jedno z nich lub oboje razem oddawać się postowi i modlitwom. Nie został przy tym obniżony sakrament małżeństwa przez Boga ani prawo legalnego obcowania męża z żonš, ale to, co się nam według prawa należy, tak samo jak i pokarm, może w czasie szukania Boga zostać z wielkš korzyœciš odłożone na bok. Im więcej się przybliżymy do Boga, tym większš będziemy mieć moc w naszym życiu. Przybliżenie to może się uskutecznić tylko na jeden sposób (Jk 4: 8). Zaparcie się siebie wyprowadzi cię nieraz z towarzystwa, które uważasz za najprzyjemniejsze. Bezsprzecznie może być towarzystwo, w którym przebywasz, dobre. Jeżeli jednak pragniesz Bożej mocy, musisz obcować z samym Bogiem. Społecznoœć z dziećmi Bożymi jest wspaniała i godna polecenia, szczególnie dla tych, którzy sš jeszcze młodymi w Panu. Ale jest inna społecznoœć, o wiele konieczniejsza: nasza społecznoœć z Ojcem i Synem (1Jn 1: 3). Ci wszyscy, którzy chodzš w Bożej mocy, aby chorym i cierpišcym przynosić ratunek i zdobywać dusze dla Chrystusa, spędzajš więcej czasu z samym Bogiem niż z ludŸmi. Te rzeczy nie mogš się stać w jednej chwili, moc jest wynikiem oczekiwania na Pana. Nasze „ja” mówi: „To jest pilne!” Ale jego znowu należy się zaprzeć. Dzień Pięćdziesištnicy nastšpił po dziesięciu dniach wytrwałego czekania w modlitwie. Dlatego, że Mojżesz nie umiał czekać na Pana, więc aby przez to poznać Boże metody i Jego wolę, musiał czterdzieœci lat czekać na wygnaniu, nim stał się sposobny do wykonania dzieła oswobodzenia, które mu Bóg powierzył. Poddaj się Panu i oczekuj Go (Ps 37: 7). Tak jest. Oczekiwanie jest utraconš sztukš, sztukš przeszłoœci. Obecnie wszystko dzieje się w poœpiechu. W wielu wypadkach wystarczy nacisnšć na przycisk, ażeby wykonało się to, co chcemy. Lecz nie ma na œwiecie takiego przycisku ani czarodziejskiej formuły, za pomocš których można byłoby otrzymać Bożš moc. Człowiek, który oczekiwał na Pana, rozkaże demonowi wyjœć, a ten, kto był zniewolony, staje się wolny. Ale gdy ten, co nie miał czasu czekać na Pana, wymówi te same słowa — nic się nie dzieje. Nie jest czasem straconym czas poœwięcony czekaniu na Boga, chociaż może ci się niekiedy wydawać, żeœ nic w cišgu jego trwania nie uczynił. Czekanie na Boga zawiera w sobie trzy rzeczy: post, modlitwę i proste czekanie. Przez modlitwę rozmawiamy z Bogiem, a gdyœmy się już pomodlili, kiedy nam się wydaje, że nie mamy więcej nic do powiedzenia, musimy czekać na odpowiedŸ. Zostaw także miejsce Bogu, aby mógł mówić do ciebie. Tutaj zwykle nasze „ja” jest bardzo niespokojne, niecierpliwe i zajęte przemawianiem lub rozmyœlaniem o zapłacie. Często też myœli o rzeczach tego œwiata, rzeczach cielesnych, ale „kto chce Mnie naœladować, niech się zaprze samego siebie”. Czy ty chcesz Go naœladować? Czy chcesz czynić to, co czynił Jezus? (Łk 9: 23). Oczekuj tedy Jego obecnoœci i pozwól, aby On mówił do twojej duszy o sprawach twego „ja”, których jeszcze nie zaparłeœ się. Niechaj Jego samozaparcie jest twoim wzorem. Wtedy staniesz na drodze do uczestniczenia w pełnej Bożej mocy.

VII. Krzyż (Punkt 7) (Łk 9: 23)

Samozaparciem można bardzo mało osišgnšć, jeżeli nie bierzemy przy tym na siebie swojego krzyża. Pod słowem „krzyż” rozumie się owo brzemię lub inne utrapienie, boleœci, czy ofiary, które moglibyœmy wprawdzie odłożyć, a które jednak ochotnie bierzemy, cierpimy i znosimy. Chodzi tu o te rzeczy, które w zwykłym trybie postępowania odłożylibyœmy. Ale będšc œwiadom tego, że nie ma innej drogi by zgubionym, chorym i cierpišcym przynieœć uwolnienie, niesiemy ochotnie swój krzyż (Hbr 12: 2). Jezus nie musiał cierpieć, a w dodatku w nocy. Gdy został ujęty, oœwiadczył, że mógłby w tej godzinie prosić Ojca, a Ten posłałby Mu więcej niż dwanaœcie hufców wojsk anielskich dla uchronienia go od tak strasznego losu (Mt 26: 53–54). Ale Jezus poszedł na krzyż, ponieważ postanowił w sercu wypełnić Pismo i wykupić pokolenia grzesznych, zgubionych rzesz z podwójnej klštwy grzechu i chorób. Niosšc blizny na swym ciele był jako baranek bez zmazy, ofiarowany na krzyżu. Mojżesz także miał dział w tym duchu, kiedy wzgardził egipskim tronem, odmówiwszy stać się synem córki faraonowej. Wybrał raczej cierpieć z braćmi, aby swoim cierpieniem mógł im zgotować wybawienie (Hbr 11: 24–25). Paweł wykazał takie samo poœwięcenie, kiedy opuœcił miejsce w Sanhedrynie, aby się przyłšczyć do pogardzanej i przeœladowanej sekty chrzeœcijan. Tym samym nie został nieposłusznym niebieskiemu widzeniu i mógł nieœć poganom zbawiennš wieœć. Naœladował Jezusa niosšc krzyż i wydał o tym œwiadectwo (Dz 29: 22–24).

Charles G. Finney zrzekł się obiecanego stanowiska, aby służyć na dotšd niewypróbowanym terenie pracy, do której nie został specjalnie przygotowany, a przez to wzišł swój krzyż na siebie. Ale nie wystarczy, że się raz weŸmie swój krzyż. Trzeba go brać ochotnie i zostać wiernym, nie gorszšc się tym. Łatwo jest uczynić œlub w chwili radosnego upojenia, złożyć uroczystš obietnicę, „wzišć krzyż i naœladować Go”, lecz wielu już na drugi czy trzeci dzień o tym zapomina i nie bierze go na siebie. Jezus nikomu nie pozwolił się od swego krzyża odwrócić. Nigdy się z nim nie rozłšczał. Aczkolwiek często odchodził na ustronne miejsce, żeby odpoczšć, to i wtedy spoczywało na Nim Jego ciężkie brzemię. Gdy głodny i zmęczony usiadł przy studni w Samarii, aby odpoczšć, a uczniowie Jego poszli do miasta po żywnoœć, miał czas i siłę przyprowadzić jednš duszę do swego Ojca. Położył tym samym fundament wielkiego przebudzenia, które potem miało miejsce w Samarii. Wynikiem tego większoœć Samarii została wcišgnięta do obozu Bożego (Dz 8). Podczas jednego z najcięższych doœwiadczeń, które Go spotkały na ziemi jako człowieka, gdy dowiedział się o nagłej i okrutnej œmierci swojego bratanka i umiłowanego przyjaciela, Jana Chrzciciela, odczuł potrzebę oddalenia się w samotne miejsce (Mt 14: 13–41). Lecz lud, który chodził za Nim krok w krok, także i wtenczas poszedł za Nim, a On, gdy to zobaczył, użalił się nad nim. Odłożył swój ciężar na bok, wzišł na siebie swój krzyż i poczšł im służyć, uzdrawiajšc ich i pocieszajšc w smutkach. Jego spotkanie z krzyżem pod koniec życia nie było przypadkowe. On narodził się już w cieniu krzyża, żył z nim i na nim umarł. Nigdy się od tego krzyża nie uchylał i nie zapominał codziennie brać go na siebie. Toteż nie było w Jego życiu dnia, w którym by powiedział: „Dzisiejszy dzień należy do Mnie, a jutro znowu będę sprawował dzieła mojego Ojca.” Nie stało się też nigdy w Jego życiu, by rzekł: To Mi się należy, chcę się trochę tym ucieszyć, a ludzie mogš poczekać — póŸniej jednak przyjdę do nich i będę im służył w ich problemach. Nocy, której miał być zdradzony, a ów fałszywy uczeń siedział wœród tych, którym On służył, wstał, aby umyć nogi swym uczniom i przez to pokazał im to, o czym poprzednio mówił (Mk 10: 45). Oczom œwiata mogło wydawać się, iż Jezus niósł krzyż jedynie w owym ciemnym dniu Golgoty (Jn 19: 77), lecz On niósł go także wtedy, gdy biedny, wzgardzony, samotny i niezrozumiany z ochotš chodził między ludŸmi, pomagajšc im przez uzdrawianie i wypędzanie demonów z ich życia.

Œwiat nie chce tego krzyża znać ani go rozumieć. Każdy ma od Boga przeznaczony mu krzyż, który może nieœć lub nie, jak sam uważa za stosowne. Nie chodzi tu o chorobę ciała w stosunku do której byœmy byli bezsilni, nie chodzi też o niepomyœlne życiowe doœwiadczenia, które sš naszym udziałem, czy Bogu służymy, czy nie. Tutaj chodzi o to, co my z własnej woli, dobrowolnie ofiarujšc, bierzemy na siebie. Bierzemy krzyż, byœmy byli posłusznymi Bogu, a przez to mogli stać się błogosławieństwem dla innych. Czy położyłeœ się w coœ dobrowolnie jako ofiara, czy też bolejesz jedynie nad swoimi życiowymi okolicznoœciami? Czy wzišłeœ na siebie brzemię boleœci i nędzy innych, aby œcišgnšć na nich błogosławieństwo Boże, przynieœć im zbawienie i uwolnienie? Ty mówisz, że chcesz posišœć pełnš Bożš moc. Czy chcesz zapłacić za niš pełnš cenę? Czy naprawdę jesteœ gotowy codziennie brać na siebie swój krzyż i naœladować Jezusa przez całš drogę? Naœladować Jezusa, znaczy naœladować Go tam, gdzie został napełniony Duchem Œwiętym, potem przez pustynię do godzin postu i modlitw, do godzin nieustannej służby dla innych, w której majš cię spotkać: niezrozumienie, przeœladowanie i strawione na czuwaniu całe noce. To znaczy naœladować Go z brzemieniem ginšcego œwiata na barkach w Getsemane, gdzie spodziewasz się, że ktoœ w pobliżu pomaga ci je nieœć, a znajdujesz go œpišcego. Następnie pójdziesz za Nim do ratusza, gdzie spotka cię fałszywe oskarżenie i niesprawiedliwy wyrok. PóŸniej staniesz pod pręgierzem obelg i biczowania, octu i żółci, a jakiejkolwiek ulgi nie możesz się spodziewać. Może teraz powiesz: Czy to jest tak, jakbym miał stracić całe życie? I tak w samej rzeczy jest. Ale Jezus rzekł: „Kto by chciał duszę swojš zachować, utraci jš, a kto by utracił duszę swojš dla mnie i dla ewangelii, zachowa jš” (Mk 8: 35). To jest przeobfite i nade wszystko szczęœliwe życie, życie mocy, życie faktycznego uwolnienia, życie w œwiadomoœci, że nie żyje się na próżno. Każdej ofiary warte jest zrobienie doœwiadczenia, że jest się naœladowcš kroków Syna Bożego.

VIII. Stawać się mniejszym (Punkt 8)

„On musi wzrastać, ja zaœ stawać się mniejszym” (Jn 3: 30). Pod tym tytułem Bóg zaczšł zajmować się mojš pychš. Nigdy nie wydawało mi się, że jestem pyszny. Gdyby mi ktokolwiek takš myœl zarzucił przez zwiastowanie lub w inny sposób, czy też przez bezpoœrednie napominanie Ducha, podobnie jak to czyni wielu usprawiedliwiałbym to, argumentujšc, że jest to szacunek dla samego siebie, równowaga, styl życia, czy nawet wielkodusznoœć lub szlachetnoœć. Bóg jednak nazwał to u mnie grzechem (Prz 21: 4). Wyniosłoœć oczu, nadętoœć serca i œwiatło bezbożnych jest grzechem. Zaœ w przenikliwym œwietle Jego obecnoœci nie miałyby najmniejszego sensu próby jakichkolwiek wyjaœnień. Tak jak kiedyœ Janowi Chrzcicielowi, stało się dla mnie zupełnie jasnym, że całkowicie jestem zależny od łaski Bożej i jak niewłaœciwe sš wszelkie usiłowania i trudy. Zyskałem wtedy œwiadomoœć tego, że moje, nawet największe usiłowania byłyby bez najmniejszej wartoœci, gdyby Bóg nie wzišł mojego całego życia. Aby się jednak tak stać mogło, musi ubywać cech mojej osobowoœci, moich darów i znajomoœci, zdolnoœci i własnych umiejętnoœci, a przede wszystkim poczucia własnej ważnoœci. Od tej chwili zrozumiałem, że moc i sukces duchowy każdego bez wyjštku człowieka zależy tylko od tego, jak wielkim stał się w Jego życiu Bóg. Nowotestamentowi uczniowie spolegali œciœle na Panu. Nie przywłaszczali sobie mocy ani œwiętoœci, chociaż na ich słowo człowiek przez czterdzieœci lat chory, który musiał być przez swych przyjaciół przyniesiony na miejsce, gdzie żebraniem zarabiał na życie, został naraz uzdrowiony, że nie tylko chodził, ale skakał i biegał (Dz 3: 2–3; 12–16). Byli to ci sami mężowie, którzy kiedyœ z radoœci mówili do Jezusa: Panie, także demony nam się poddajš w Twoim imieniu. Teraz zaœ, kiedy we własnych oczach zaczęło ich ubywać i stali się przez to sposobnymi do owocniejszej służby, słyszycie, jak mówiš coœ innego (Dz 3: 12-16). Tylko wtedy, kiedy roœnie Bóg w życiu swych naœladowców, może im przybywać mocy. To jednak nie może nastšpić wczeœniej, nim zacznie ubywać naszego „ja”.

O, żeby słudzy Boży i kaznodzieje laicy uœwiadomili to sobie! „Nie siłš ani wojskiem stanie się to, lecz Duchem moim” mówi Pan Zastępów (Za 4: 6). Wojsko i siła, o których się tutaj mówi, dotyczš wojska i siły człowieka, a nie Bożej nadnaturalnej mocy. Sš dwa Ÿródła siły. Wiele wielkich koœciołów chlubi się swoja mocš i wpływem, wspaniałoœciš swych zborów, wielkim kontem bankowym, siłš i sprawnoœciš organizacji oraz społecznoœciš z możnymi i wpływowymi ludŸmi, którzy sš jednak możnymi tylko w tym œwiecie, lecz nigdy nie byli znowu zrodzonymi. Tacy, przystępujšc do Koœcioła, czyniš to, co czyniliby w każdym œwieckim stowarzyszeniu. Ich znaczne dary, ładne formy przyczyniajš się do tego, że stajš się oni popularni, że bywa im przypisywana moc, moc przez œwiat wyniesionych grzeszników. Przed takimi ostrzega nas apostoł Paweł, natchniony przez Ducha Œwiętego, gdy mówi, abyœmy się od takich odwracali (2Tm 3: 5). Tym ludziom z pewnoœciš bardzo by się nie podobało, gdyby Bóg chciał ich służbę sobie podporzšdkować w taki sposób, jak czynił to kiedyœ przez proroków, napominajšc do życia w uœwięceniu i mocy. Tacy jednak nie czyniš starań dla otrzymania nadnaturalnej mocy i nie dajš jej w ogóle miejsca w swej służbie dla Boga. Jest to nawet całkiem zrozumiałe, że człowiek nabiera pewnoœci siebie i poczucia własnej mocy, kiedy ukończy budowę œlicznego koœcioła, jeżeli doprowadził swojš organizację do stanu czynnej pracy, jeżeli się wywišzuje ze wszystkich finansowych obowišzków, jeżeli dosięga ewangeliš szerokie warstwy ludnoœci. W takim wypadku naprawdę moglibyœmy Bogu dziękować, gdybyœmy wszystkie wyżej wymienione rzeczy otrzymali od Niego, lecz wszystkie one stajš się martwš skorupš, jeżeli nie sš inspirowane przez moc Ducha Œwiętego. Bez obecnoœci Ducha Œwiętego, bez Jego mocy i przejawów Jego siły nie jest to niczym więcej, aniżeli budowaniem babilońskiej wieży, która pnie się ku niebu, ale jest przeznaczona na to, by upaœć i wyrzšdza zło, powoduje chaos, chociażby według zewnętrznych oznak cieszyła się sukcesami. Jakimż błogosławieństwem jest posiadać dary, które sš poœwięcone i używane ku Jego chwale! Jak dobrze jest posiadać wiadomoœci i umiejętnoœci. Jakš też ważnš rzeczš jest posiadanie potrzebnych pomieszczeń. Ale jedno, czego nam przede wszystkim przy tym potrzeba — to mocy Bożej. Jak wiele wielkich i wspaniałych koœciołów w naszych miastach nie może napełnić swych przybytków ludŸmi, kiedy równoczeœnie mężczyŸni i kobiety tłoczš się w ogromnych namiotach ewangelizacyjnych, znajdujšcych się na skraju miasta, a inni zmuszeni sš podczas deszczu stać na zewnštrz, usiłujšc się dostać do œrodka po to, aby móc zobaczyć, co Bóg przez swoje sługi czyni z chromymi, œlepymi, opętanymi i innymi chorymi. Dziejš się te rzeczy przez takich Bożych sług, którzy dali najwyższe miejsce w swym życiu mocy Bożej i chętnie zgodzili się na to, żeby ich ubywało, a mógł w nich wzrastać Bóg. Siła, o której mówi Zachariasz, odnosi się do człowieka, do jego cielesnych usiłowań i naturalnych zdolnoœci, darów, form, ceremonii, rytuałów, rozlicznych zwyczajów i programów. Zawsze, ilekroć znikajš rzeczy nadnaturalne, człowiek stawia na ich miejsce rzeczy naturalne, a więc zamiast mocy — pieœni, zamiast skutecznoœci — muzykę, oraz inne ozdoby i upiększenia. Ponieważ ubywa Bożej mocy, człowiek nadrabia swoimi namiastkami, sztukš i naukš. Niech będš Bogu dzięki za dobrš muzykę, ale nie jest ona mocš. Moc umiejętnoœci i siła człowieka nigdy nie spełniš wielkiego Bożego nakazu, aby przynosić ludziom odkupienie. Do pewnego stopnia one także mogš być przez Boga użyte, jeœli spoczywa na nich pomazanie Ducha, nigdy jednak nie mogš być użyte w zastępstwie Ducha Œwiętego. Gdyby najładniej nawet opracowane kazanie, wygłoszone w przekonujšcy sposób przez osobę o bardzo sympatycznych cechach osobowoœci, mogło tę pracę wykonać, zostałoby to już dawno wykonane. O, gdyby tylko chcieli ludzie, którzy stojš w służbie Bożej, pozwolić, aby ich ubywało i chcieliby ustšpić ze swego „wyższego” stanowiska i mogli uœwiadomić sobie, że niczym sš bez Boga! Żeby sobie mogli kaznodzieje uœwiadomić, że niczym jest ich kazanie, a jedynie tylko pomazanie Ducha, które na nim spoczywa i moc Boża, będšca w człowieku, jeœli ten jest niš napełniony, może wykonać Jego dzieło. Słuchajšcym idzie przecież o coœ więcej niż o wysłuchanie kazania, nawet ładnego, oni chcš coœ dzięki niemu przeżyć. Jedynie Duch Boży sprawia to, że kazanie jest dla słuchajšcych przeżyciem. Apostoł Paweł nie był niczego nieznajšcym i niewykształconym człowiekiem jak inni uczniowie. Posiadał najlepsze wychowanie i wykształcenie, jakie w ówczesnym czasie można było osišgnšć. Jego mowa do Ateńczyków, którš wygłosił w Areopagu, zawsze będzie uznawana za jeden z najlepszych wzorów przekonujšcego kazania i literackiego porzšdku (Dz 17: 22–31). Jego pochodzenie, wychowanie i opinie między przyjaciółmi były tego rodzaju, że mógł oœwiadczyć: „Chociaż ja mogłem mieć zaufanie w ciele, a jeœli kto inny sšdzi, że może mieć zaufanie w ciele, tym bardziej ja” (Flp 3: 4). Lecz poznawszy Pana on to wszystko odsunšł na bok. On chciał, żeby go ubywało (Flp 3: 7). Chociaż był zdolny mówić przekonywujšco, napisał: „…mowa moja i kazanie moje nie było w słowach powabnej ludzkiej mšdroœci, lecz w okazaniu Ducha i mocy” (1Ko 2: 4). A w następnych wierszach wyjaœnia, dlaczego swoje naturalne dary usunšł na bok i zdał się jedynie na moc Bożš, „aby wiara wasza nie była założona na mšdroœci ludzkiej, lecz na mocy Bożej”. Gdyby dzisiaj dano mocy Bożej jej prawnie należne miejsce, wiara wielu ugruntowana byłaby na niej. Nie spolegałoby takie mnóstwo ludzi na swój koœciół w sprawach zbawienia, lecz na samym Bogu i nie gruntowaliby się na osobowoœci, życiu i postępowaniu swego kaznodziei, będšc przy tym bez pożytku tak dla Boga, jak i dla ludzi, a mogliby pracować jedynie pod Bożym kierownictwem. Przy tym zwiastowanie także nie jest celem samym w sobie, a jedynie œrodkiem, prowadzšcym do celu. Apostoł Paweł uznawał ważnoœć Ducha w swoim zwiastowaniu (2Ko 3: 5–6). Dzisiejszy œwiat potrzebuje życia, a tego nie można osišgnšć bez Ducha. Bóg chce uczynić nas zdatnymi sługami Nowego Testamentu, którzy byliby zdolni przynosić życie i zbawienie. Może się to stać jedynie wtedy, jeżeli nas zacznie ubywać tak daleko, że cofniemy się do tyłu ze swymi wrodzonymi zdolnoœciami i ze wszystkim, co przycišga uwagę i daje sławę człowiekowi. Apostoł Paweł dzięki starannemu wychowaniu i bogatemu doœwiadczeniu był człowiekiem wielkiego poznania, był jednak gotowy wszystko to odrzucić (1Ko 2: 2). Umiejętnoœć nadyma (1Ko 8: 1). Niektórzy ludzie przedstawiajš dla Boga tylko znikomš użytecznoœć, ponieważ zbyt wiele wiedzš. Paweł mówi o niektórych ze zboru w Koryncie, że sš nadęci (1Ko 4: 18–19). Chodziło apostołowi o to, że sš oni wyższego o sobie mniemania niż to jest w rzeczywistoœci i że trzeba im się zmniejszać.

Wydawali się być dobrymi mówcami, ale Paweł mówi o nich, że znamieniem ich nie powinna być mowa, lecz moc, ponieważ królestwo Boże nie leży w słowach, lecz w mocy.

Jakże łatwo jest dostrzec i zrozumieć, że jest to prawdš, a jakże bezrozumni jesteœmy, usiłujšc przy pomocy pychy stać się tym, czym w rzeczywistoœci nie jesteœmy! Pycha przybiera pięć postaci: Jesteœmy pyszni ze względu na swój wyglšd i wydaje nam się, że wyglšdamy lepiej niż inni. Bywamy pyszni ze względu na swoje stanowisko (mówimy często: nie żšdaj tego od człowieka na moim stanowisku). Bywamy pyszni ze względu na swoje pochodzenie (ród), czy narodowoœć. A w końcu najgorsza ze wszystkich form pychy to pycha dotyczšca łaski lub inaczej pycha duchowa. Jesteœmy pyszni ze względu na duchowe wykształcenie i poznanie, długoœć swojego postu, jesteœmy pyszni dzięki posiadanym widzeniom, snom i objawieniom. Jesteœmy pyszni dzięki duchowym darom, o których uważamy, że je posiadamy, i mamy wrażenie, że jesteœmy szczególnie umiłowani przez Boga. Ba, nawet jesteœmy pyszni z pokory. Jesteœmy pyszni ze swego sposobu chodzenia, wydaje się nam także, ze każdy musi wiedzieć, że my jesteœmy najbardziej utalentowani i uzdolnieni. Jakškolwiek formę przybrałaby nasza pycha, zawsze nadmuchujemy się jak dziecięcy balonik.

Pierwszš więc rzeczš, która musi zostać wykonana, jeżeli pragniemy Bożej mocy, jest to, iż musi nas ubywać (Łk 14: 11 i Jk 4: 6). Jakże możesz oczekiwać, iż Bóg zacznie działać przez ciebie, potwierdzajšc Słowo znamionami, jeżeli On mówi do ciebie, że ci się sprzeciwia? Rzeczywiœcie, musi mnie ubywać. Może zostać tylko czyste złoto, zaœ wszelki żużel musi iœć precz, zanim Bóg zacznie coœ działać ze złotem. A jakże mało z nas pozostaje, jeżeli zostanie usunięty żużel!

IX. On musi wzrastać (Punkt 9) (Jn 3: 30)

Z wielkiej odległoœci każdy wierzchołek i wzniesienie wyglšda małe, jednak w miarę, jak się doń zbliżamy, wyrasta coraz większe przed naszymi oczyma. W rzeczywistoœci zaœ jest cišgle jednakowo wielkie. Dokładnie to samo się zaczyna dziać, gdy Bóg zaczyna wzrastać w naszym życiu. Jest On tym samym Bogiem wczoraj, dziœ i na wieki. Jest tym samym Bogiem dla wszystkich ludzi. Ale jednym wydaje się On jak gdyby niepłodny, jak ktoœ, od kogo nie można się prawie niczego spodziewać, kto nie może uczynić nic naprawdę znaczšcego. Powodem tego jest fakt iż ludzie ci sš zanadto od niego oddaleni. Dlatego jesteœmy pouczani: „Przybliżcie się ku Bogu, a przybliży się ku wam” (Jn 4: 8). Dlatego jest Bóg od niektórych ludzi taki daleki, że pozwolili wielu rzeczom wkroczyć pomiędzy siebie, a Boga. Niektórzy przybliżajš się do Niego tylko ustami, ale ich serce pozostaje dalekie (Mt 15: 8). O tych Bóg mówi: „Daremnie służš Mi i wzywajš Mojego imienia.” Jedynš możliwš drogš, jaka możemy zbliżyć się do Boga, jest całym sercem wyznawać te rzeczy, które stanęły między nami i Bogiem, oraz poczynić starania wyrzeczenia się ich i wyzbycia. Z pewnoœciš pychę oddali daleko od ciebie, ponieważ On pysznych i wysokomyœlnych poznaje z daleka (Ps 138: 6). Bóg przecież nie może działać w tobie, jeżeli jesteœ od Niego oddalony. Musisz przyjœć do Niego z pokorš. Niektórzy tłumaczš swój niedostatek mocy tym, że czasy cudów minęły. Koœciół jest obecnie w budowie i nie potrzebuje rzekomo cudów. Takie myœli nigdzie jednak nie sš potwierdzone w Piœmie Œwiętym (Hbr 13: 8; Iz 59: 1–2). Bóg nie karze cię za to, że nie masz mocy, lecz wytyka On tobie to, co należy. Jesteœ od Boga za bardzo oddalony dlatego, że za wiele nieprawoœci wkroczyło między ciebie i Boga. Być może, że między nas i Boga wkroczyli i nasi przyjaciele, ludzie, których miłujemy. Pan Jezus powiedział (Mt 10: 37), że troska o byt także może wkroczyć jako chwast i zielsko, które zagłusza zboże i czyni je niepłodnym. Niektórzy znowu rzeczom tego œwiata poœwięcajš cały swój wysiłek i myœli, jakby mogli żyć tutaj wiecznie. W takich ludziach Bóg działać nie może. jeœli chcemy być sercu Bożemu bliscy i odczuwać tętno miłoœci dla zagubionych i cierpišcych, musimy być œwiadomi krótkoœci naszego życia i nieuniknionej wiecznoœci. Inni zostajš daleko od Boga dlatego, że Go nie poważajš i nie czczš. W ich życiu brakuje wysławiania i dawania chwały Bogu. Kiedy naprawdę czcimy Boga i wywyższamy jako Tego, który jest i który wszystko uczynił, wzbudza w nas pragnienie wysławiania Go. Wysławianie daje nam odczuć obecnoœć (bliskoœć) Boga (Ps 100: 4). Niektórzy, którzy czytajš tę ksišżkę, być może nie wiedzš, że Bóg życzy sobie być tak blisko nas, iż posyła Ducha Œwiętego, aby urzšdził swojš œwištynię nie tylko blisko dziecka Bożego„ lecz w nim samym. Jeżeli otworzysz serce i pozwolisz Duchowi Bożemu napełnić cię i ochrzcić, zobaczysz, że Bóg stanie ci się całkiem bliskim, o wiele bliższym, niż kiedykolwiek poprzednio, i że jest o wiele większym Bogiem, niż mogłeœ przedtem przypuszczać. Jeœli pozwolisz Mu dalej w sobie przebywać, a codziennie pozwolisz, by tobš kierował i uczył cię, jak również wprowadzał cię do coraz głębszego zjednoczenia z Ojcem i do prowadzenia czystego życia, wielkoœć Bożš będziesz w sobie dostrzegać coraz wyraŸniej.. On będzie wzrastać w twoim życiu (Jn 3: 30). Im więcej będziesz się uczyć Go poznawać, z Nim chodzić i karmić się Jego słowem, tym bardziej będzie się stawał w twoich oczach wielkim. Wszystko, co wiemy o Bogu, wiemy przez wiarę (Rz 10: 17). Żyj Słowem Bożym! Jest to naprawdę dziwne, ale sš niektórzy, którzy myœlš, iż otrzymujš moc Bożš, chociaż na Słowo Boże zwracajš bardzo mało uwagi. Takich, którzy nie czczš Słowa Bożego, On nie uczci swojš obecnoœciš. Słowo Boże oczyszcza nasze życie z grzechu, który w nie wkroczył (Ps 199: 9; Jn 15: 3). Kiedy Bóg mówił ze mnš o tych rzeczach, rozjaœnił mi całkowicie, że i nadal pozostałby daleko ode mnie, gdybym pozwolił tym rzeczom pozostać w moim życiu, gdybym tolerował grzech i pozwolił mu pozostać we mnie. Wtedy i On byłby ode mnie oddalony tak, że byłby dla mnie Bogiem małym i bez znaczenia, któremu inni starajš się tak licznie służyć. Jedynš drogš, żeby Bóg mógł uróœć w moim życiu i przejawiać w nim swš moc, jest dla mnie oddalanie się od tego wszystkiego, co mogłoby wkroczyć pomiędzy mnie, a Boga. Toteż jedynš drogš, by Bóg mógł zostać w moim własnym doœwiadczeniu owym wielkim „Jam jest”, jest wytrwałe chodzenie w œwietle Jego Słowa i w mocy Ducha Œwiętego. Ja sam na tej drodze muszę codziennie się zmniejszać, zagłębiać w Nim coraz więcej swoje życie, żeby On mógł róœć. On „musi” róœć, nie „mógłby” ani „chciał” róœć, ale „musi” róœć w swojej chwale, majestacie i mocy. On musi róœć w kierowaniu moim życiem (Gal 2: 19–21). Napełń mnie swym Duchem, żeby œwiat nie widział więcej mnie ani nic innego, jak tylko Jezusa, jaœniejšcego w moim życiu.

X. Puste słowa i jałowa paplanina (Punkt 10)

„A powiadam wam, że z każdego nieużytecznego słowa, które ludzie wyrzeknš, zdadzš sprawę w dzień sšdu” (Mt 12: 36). Nic tak nie objawia duchowej nędzy człowieka jak puste i nieużyteczne słowa. Nic też tak nie odsłania i nie wykazuje dobitnie powierzchownoœci tych, których nie dotyka los zgubionych i cierpišcych, jak nieprzerwany pršd jałowego pustosłowia i bezsensownego dowcipkowania. Chociaż w oczach wielu uchodzi to za rzecz niewinnš, nieszkodliwš i całkiem bez znaczenia, w rzeczywistoœci mało jest duchowych chorób, które byłyby tak zaraŸliwe i zgubne jak powyższa. Bóg stawia jałowe i puste mowy w rzędzie wielu innych niebezpiecznych grzechów (Ef 5: 3–4). Jezus sam oœwiadczył: złe myœli, bluŸnierstwo, kradzież, morderstwo, cudzołóstwo, gorzkoœć, zapalczywoœć, nienawiœć, wrzask, złoœć, pycha i lekkomyœlnoœć pochodzš z wewnštrz i kalajš człowieka. Lekkomyœlnoœć kala tak samo jak pożšdliwoœć i wszeteczeństwo. Wielu jest ludzi, którzy za żadnš cenę nie dopuœciliby się kradzieży lub morderstwa, ale całkiem swobodnie wstępujš na kazalnicę i nie wstydzš się tego, że słowa i ich życie œwiadczš przeciwko nim, że sš wewnętrznie zanieczyszczonymi. Nie znalazłem dotychczas człowieka, którego by Pan użył jako narzędzia dla ratowania chorych i grzeszników od zguby, a którego usta byłyby pełne lekkomyœlnego pustosłowia. Tacy mogš zabawić ludzi, wywołać swojš lekkomyœlnš gadaninš i bezmyœlnymi dowcipami kilka wybuchów œmiechu, lecz jeœli chodzi o zdolnoœć poœredniczenia, pomocy i zbawienia dla innych gdy zachodzi taka potrzeba — tych rzeczy u nich nie znajdziesz. Mogš oni niekiedy zewlec z siebie czasowo swš wrodzonš lekkomyœlnoœć, uczyć i głosić o głębszych rzeczach, lecz ci, którzy ich słuchajš wyczuwajš w ich nauce nieszczeroœć i nie mogš przyjšć tego jako głosu Bożego. Sš oni jak miedŸ brzdškajšca i cymbał brzmišcy. Nie chcę przez to powiedzieć, że lud Boży ma chodzić ze zwieszonš głowš jakby nie posiadał żadnej radoœci. Jest on przecież najszczęœliwszym na œwiecie. Boży rozkaz mówi: zawsze się radujcie (1Ts 5: 16). Od ludu Bożego oczekuje się, by był szczęœliwy, by z radoœci plšsał i œpiewał, klaskał rękami i w końcu nawet, by z radoœci podskakiwał. Mówi nam o tym kilka miejsc Pisma Œwiętego: Ps 100: 1–2; 149: 3; 2Sm 6: 14; Ps 126: 2–3; Łk 6: 23; Neh 8: 10. Chrzeœcijanin, który nie ma żadnej radoœci, jest słabym chrzeœcijaninem, nędznym naœladowcš wiary, którš wyznaje, toteż prawdopodobnie prędko odpadnie i zacznie szukać radoœci gdzie indziej. Ale ta radoœć, która jest siłš, cieszy się w Panu. Nie istnieje radoœć z naszej własnej siły i mšdroœci (Jn 3: 2). Wielu takich, którzy grzeszš próżnomównoœciš, będzie skłonnych uważać mnie za fanatyka i powstanie, by bronić swojego najbardziej ulubionego grzechu. Może powiedzš, iż jest błędem pojmować rzeczy zanadto poważnie, lecz nie znajda na to żadnego uzasadnienia w Piœmie Œwiętym. Wyzwolenie zgubionych i niesienie ulgi cierpišcym i potrzebujšcym jest rzeczš poważnš, wymagajšcš całego oddania serca i koncentracji oraz udziału myœli tego, który się takiemu zadaniu poœwięca. Wielu zastrzega sobie prawo mówienia zbyt często i według swojego upodobania. Milsze sš im żarty, dowcipy i inne błazeństwa niż moc Boża. Jeœli te rzeczy sš także u ciebie, pójdzie Bóg bez ciebie dalej. Bóg postanowił zwiastować swojš prawdę przez mówione czy pisane słowo swych naœladowców, tu na tym œwiecie. Kiedy Jezus chodził po ziemi, rzekł do uczniów: „Słowa, które powiedziałem do was, sš duchem i żywotem” (Jn 6: 63). Czym więc sš dzisiaj twoje słowa? Niektórzy twierdzš, że żarty pomagajš im zapomnieć o zgryzotach. A Jezus przecież zapominał o swoich krzywdach, ciężarach i bezprawiu, kiedy niósł pomoc i ukojenie w cierpieniu innym. Apostoł Jakub przyrównał mowę wychodzšcš z ust do strumienia wody tryskajšcej ze Ÿródła (Jk 3: 10–11). Żšda on, by Ÿródło zawsze wydawało tylko jeden gatunek wody (Jk 3: 10; Ef 4: 29). Słowa, które nie służš ku naprawie, sš bezcelowe, nieużyteczne, martwe i próżne. Sš zmarnowanymi słowami. Bóg dał słowu wierzšcego pełnš moc i siłę, przez co staje się ono zacnym i drogocennym. Drogocenne zaœ rzeczy nie mogš być rozrzucane i marnowane. Jezus mówi: „Zaprawdę powiadam wam: Ktokolwiek by rzekł tej górze: Wznieœ się i rzuć się w morze, a nie wštpiłby w sercu swoim, lecz wierzył, że stanie się to, co mówi, spełni mu się” (Mk 11: 23).

To daje nam siłę mówić w pełnej mocy i to nawet w takiej mierze, że nas i martwe rzeczy bez życia muszš usłuchać. Jest to ta sama siła, której użył Jezus, kiedy zgromil morze i wiatry, a burza się uciszyła (Mk 4: 39). Ta sama siła, której użył Mojżesz, gdy przemówił do skały, aż wytrysnęła woda (4Mo 20: 8). Tej samej siły użył Jezus w stosunku do figowego drzewa, mówišc: Niechaj nikt na wieki z ciebie owocu nie jada” (Mk 11: 14). Rozkazał drzewu uschnšć i ono uschło. Stało się to w tym czasie, kiedy Jezus obiecał każdemu, kto wierzy, tę samš moc i siłę. Chodzi o mężów i niewiasty, których mówione słowo może być takiej mocy, iż wybawi z każdego ucisku szatańskiego i będzie poœredniczyć w odkupieniu dusz i uzdrowieniu ciała. Już Jezus ostrzegał nas przed tym, abyœmy nie wystawiali się na sšd przez różne puste słowa, które raczej miałyby służyć naszemu żywotowi. W dzisiejszym wieku bój toczy się przede wszystkim o to, abyœmy uczyli się czekać przed Bogiem tak długo, dopóki nie otrzymamy słów, które będš Bożymi słowami i będš posiadać Jego moc. Kto mšdry, tak właœnie postępuje (Prz 15: 14; 10: 19; Kzn 5: 2). Do tego, aby otrzymać moc, potrzeba œwiętoœci, a œwiętoœć nie będzie zupełna, jeœli nie będzie poœwięcony także nasz język.

XI. Ofiara œwięta, miła Bogu (Punkt 11)

„Wzywam was tedy, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyœcie składali ciała swoje jako ofiarę żywš, œwiętš, miłš Bogu, bo taka winna być duchowa służba wasza” (Rz 12: 1). Nie jest ogólnie w zwyczaju używać rzeczy, które nie należš do nas. Bóg używa takich rzeczy, które zostały Mu ofiarowane, rzeczy poœwięconych. Rzeczy poœwięcone Jego własnej osobie sš oddzielone. Czy chcesz, żeby cię Bóg mógł użyć? W takim razie musisz ofiarować swoje ciało. Musi być ono ofiarowane Bogu i oddane Mu na własnoœć. Ciało, które nie zostało w pełni wydane Bogu, bywa w mniejszej lub większej mierze opanowane przez szatana lub nasze „ja”. Nie ulega wštpliwoœci, iż w pewnym czasie i w specjalnych okolicznoœciach wielu oddało swe ciało Bogu, aby mógł ich używać do szerzenia prawd swego królestwa. Z faktu zaœ, iż nie sš do tego używani, wynika jasno, że ofiara ich nie została przyjęta. Bóg nie odrzucił ich dlatego, że nie było potrzeba robotników (Mt 9: 37). Bóg nie odrzucił ich też z powodu tamowania i przeszkód, jakie Mu czynili, bo On często używał tych, którzy zdali się mieć zaledwie nikłe naturalne zdolnoœci. Piotr i Jan, których Bóg wiele używał, byli ludŸmi niewykształconymi, laikami (Dz 4: 13). Mojżesz był nieobrotnego języka (1Ko 1: 27–28). Myœlisz, że ty też przeszkadzasz i wstrzymujesz? Do pewnego stopnia przeszkadzaliœmy wszyscy. Pewien młody człowiek został zbawiony i miał mocne pragnienie wydania œwiadectwa o tym na ulicznym zgromadzeniu, aby inni także mogli poznać niepojętš miłoœć Bożš. Z powodu wady jškania nie mógł jednak tego uczynić, lecz jego miłoœć do Boga i pragnienie działania Dlań były tak wielkie, że pędziły go na kolana, z których wstawszy mógł iœć do ludzi. Bóg wysłuchał jego krzyk, wołanie i pomógł mu. Stał się on wielkim głosicielem ewangelii. Przez długie lata był głównym kaznodziejš w wielkim zgromadzeniu namiotowym w Nowym Jorku. Aby twoje ciało było ofiara żywš i przyjemnš Bogu, nie musi być ani piękne, ani silne. Dawidowi Brainerdowi, wielkiemu misjonarzowi amerykańskich Indian, powiedziano swego czasu, iż wkrótce umrze na gruŸlicę, a jedynym warunkiem, żeby jeszcze kilka tygodni pożył, jest zupełny spokój. Ale on przyniósł wszystko, co miał, i uczynił to miłš ofiarš Bogu. Padł na twarz przed Bogiem i zawołał: Daj mi dusze lub zabierz sobie moje życie. Potem się podniósł i poszedł do owocnej służby, służšc przez wiele lat pomiędzy ludŸmi, których mu Pan położył na serce, a pozyskał z nich tysišce dla Chrystusa. Jedynym powodem, dla którego Bóg odrzucił niektórych, było to, że Mu nie byli miłymi i przyjemnymi. Bóg stawia dwa warunki. „Ofiara miła” musi być œwięta i należna całkowicie Jemu. Ta, która nie jest œwięta, jest dla Boga nieprzyjemna. Przyniesiona Bogu ofiara, zanieczyszczona œwieckimi zwyczajami i grzechem, jest gorsza niż wieprz, który był ofiarowany na poœwięconym ołtarzu w Jerozolimie przez Antiocha Epifanesa. Nie będzie przeto przyjęta. To, co Jemu należne, nie może mu być przynoszone tylko w niedzielę lub w wieczorowym, modlitewnym zgromadzeniu, ale we wszystkie siedem dni i nocy każdego tygodnia. Musi być przyniesione bez stawiania jakichkolwiek własnych warunków, a dane z wykrzykiem serca: „Ofiarowujšc wyrzekam się teraz i po wszystek czas prawa dysponowania kiedykolwiek tš zdolnoœciš (darem). Należy on do Ciebie, abyœ go użył, odłożył lub zniszczył i czynił z nim zawsze, jak chcesz. Należy do Ciebie. Nawet gdyby to była tylko skryta służba modlitwy i osobistego œwiadectwa. Tak, Panie. Zgadzam się chętnie, jeżeli ma to być w moim własnym mieœcie, a także jeœlibym miał być powołany do obcych krajów, za morza, między dzikie ludy. Gdybym miał nawet umrzeć z ršk przeœladowców za wiarę lub żyć w warunkach gorszych niż œmierć, ciało moje należy tylko do Ciebie, czyń z nim, co chcesz. Żyw je lub każ mu głodować, wystaw na chłodnš zimę dalekiej Północy lub rozkaż żyć w goršcej Afryce, podnieœ je lub upokórz — należy całkiem do Ciebie. Każde oddanie się Bogu ma wyglšdać tak, jakbyœmy Mu oddali kartkę czystego papieru z naszym własnoręcznym podpisem u dołu i powiedzieli Mu; „Wypełń ja, jak sam chcesz, a niech będzie to mowa o tym, jak mam użyć swojego życia, aby było ono zgodne z Twojš wolš”. Ta ofiara nie może być wykonywana tak, że na któreœ napomnienie Ducha Bożego odpowiem „tak” lub „nie”. Jest to zdecydowanie z całego serca wykonywać wolę Bożš przez całe swoje życie, bez względu na to, jaka by ona nie była i co by to nas nie kosztowało. Jest to wprowadzenie w czyn słowa: „Nie jesteœcie sami swoi”. Otrzymasz tylko nieznacznš miarkę mocy i błogosławieństwa, jeżeli ofiarujesz się tylko w nieznacznej mierze. Jeżeli jednak rzeczywiœcie chcesz zakosztować nieograniczonego przypływu mocy Bożej, czynić cuda — musisz wydać swe ciało jako ofiarę żywš, œwiętš i przyjemnš Bogu.

Uczestnikami boskiej natury (2Pt 1: 4)

Bóg jest naszš siłš. Nie ma na tym œwiecie innej siły, skutecznej ku dobremu, jak tylko ta, która pochodzi od Boga. Kiedy Chrystus przyszedł w ciele na œwiat, oœwiadczył nam, że otrzymał on moc od Boga (Jn 8: 28; Jn 5: 19; 14: 10). Objawiajšc te słowa (Jn 14: 10) zwrócił się do uczniów z obietnicš (Jn 14: 12). Jego własna wola i działanie były również zależne od pozostawania w Ojcu, tak więc i nasze działania i owoce sš zależne od naszego pozostawania w Nim (Jn 15: 4–5). Winna latoroœl uczestniczy w naturalnych cechach winnego krzewu. Ma te same soki, co pień, docierajš one do pędu, tš samš posiada tkankę i korę, i jest naturalnš częœciš winnego pnia. Dopóki latoroœl jest złšczona z winnym krzewem, może czynić to, co on czyni. Nie może jednak czynić tego co krzew, jeżeli została od niego oddzielona. Życiodajne soki przestajš kršżyć i dopływać do latoroœli i nie uczestniczy ona więcej w życiu, które trwa w krzewie winnym, ponieważ nie jest już ona jej naturalnš częœciš. Nigdy nie może przynieœć owocu latoroœl odcięta. Latoroœle mogš być odcięte, albo tez wszczepione. Podobnie i grzesznicy, czyli my, którzy jesteœmy przez miłoœć Bożš uchronieni od zguby, zbawieni, jesteœmy w słowie Bożym przyrównani do wszczepionej latoroœli płonnej oliwy. Kiedy zaœ zostaliœmy wszczepieni, zaczęliœmy korzystać z korzenia i tłustoœci oliwnego pnia (Rz 11: 17). Jeżeli to wszczepienie zostało dobrze wykonane i zaraz dobrze przylega do macierzystej gałšzki tak, że nic obcego pomiędzy nie się nie dostanie, ono się przyjmie i we wszczepionej gałšzce zaczyna kršżyć takie samo życie, jak we wszystkich innych nieruszanych rękš ludzkš częœciach drzewa.

Wzniosłš zasadš dla nas jest słowo: „Stać się uczestnikami Boskiej natury” i być takimi, by otaczajšcy nas ludzie poznali, że jesteœmy uczniami Chrystusowymi, do Niego podobnymi, a to przez to, że czynimy te rzeczy, które On czynił. Możemy zaœ stać się uczestnikami Boskiej natury jedynie przez Jezusowš obietnicę i przez wiarę w niš. Możemy być uczestnikami Boskiej natury, Jego działalnoœci, jeżeli używamy darów Ducha Œwiętego, przez które wyrosnš owoce Ducha. W używaniu darów Ducha Œwiętego przez nas objawia Bóg swojš moc czynienia cudów (Rz 12: 6–7). Jest to tajemnicš każdej pracy, którš moglibyœmy dla Boga wykonać, że dzieje się to podług sznuru naszej wiary, według której jedynie stajemy się uczestnikami Boskiej natury. Jeżeli posiadamy małš wiarę, to latoroœl ledwo żyje, a zaledwie kilka zielonych listków œwiadczy o tym, że może ona jeszcze kiedyœ owocować. Jeœli mamy większš wiarę, mamy także większy udział w Boskiej istocie i przynosimy przez to większš obfitoœć płodów. Jeżeli mamy wielkš wiarę, prowadzimy zadziwiajšco „cudowne” życie. W takim wypadku przepływajš odżywcze soki bez przeszkody przez każde włókno latoroœli, a obfitoœć owoców ugina jš aż do ziemi. Kto jest uczestnikiem Boskiej natury, jest uczestnikiem łagodnoœci, wstrzemięŸliwoœci i pokory Jezusowej. Miłoœć Jezusa będzie widoczna w każdej jego czynnoœci i wydarzeniach życia. Jezusowa cierpliwoœć, łagodnoœć, łaskawoœć, przychylnoœć, dobroć, uprzejmoœć, miłosierdzie, pokój, radoœć, służba bliŸnim, zaparcie się siebie, trzeŸwoœć i opanowanie, to wszystko staje się właœciwoœciš ludzi, którzy sš uczestnikami Boskiej natury. Z poczštku, zanim Chrystus uczynił cię swoim przybytkiem, te rzeczy nie były udziałem twojej natury. Lecz z chwilš, kiedy stałeœ się uczestnikiem Jego natury, wyżej wymienione cechy stały się zamianš za ustępujšce z twego życia cechy własnej cielesnoœci. Jeżeli masz Bożš naturę, będziesz miał mšdroœć, pochodzšcš stšd, że pozwalasz się kierować Duchem Œwiętym i dbasz o to. To nie jest mšdroœć naturalna ani mšdroœć, którš można poznać czy zdobyć, lecz mšdroœć kierownictwa duchowego, zupełnie niezrozumiała dla tych, którzy kierownictwa Duchem Œwiętym nie rozumiejš i nie dożywajš tego. A jeœli będziesz mieć namaszczenie, które się bierze z pełnoœci poznania Ducha Bożego twoim duchem, Bóg objawi ci rzeczy, których na innej drodze poznać nie możesz. Będziesz posiadał siłę, bo Bóg jest siłš. Będš się objawiały znaki i cuda, chorzy będš uzdrowieni, chromi będš chodzić, œlepi widzieć, głusi słyszeć, a guzy raka zniknš na twój rozkaz. Jeœli zajdzie potrzeba, zostanš ci objawione tajemnice ludzkiego serca. Dusze przebudzš się ze snu duchowej œmierci, a przeniesione zostanš jako nowe stworzenia do królestwa Bożego. Nawet w końcu ci, których cielesne życie zgasło, jeżeli to będzie wola Bożš, mogš zostać wskrzeszeni z martwych. Bóg nie posiada ulubieńców i faworytów. Za Jego moc musi każdy zapłacić tę sama cenę, a dla wszystkich, którzy by chcieli tę cenę zapłacić, jest darowana ta sama siła ku osišgnięciu tego. Każdy, kto zna Jego drogi i przywłaszcza sobie przez wiarę Jego obietnice oraz wierzy całym sercem, że Bóg wykona dokładnie to, co obiecał, stanie się uczestnikiem Boskiej natury i zostanš mu otworzone drzwi ku nowym doœwiadczeniom wiary, przewyższajšcym najœmielsze oczekiwania.

Uwagi końcowe

To jest owych jedenaœcie punktów. Mam nadzieję, że Bóg ożywi je także i w tobie i użyje cię tak, jak tutaj zostało to objawione, żebyœ był œciœlej złšczony z Nim i przyprowadzony do stanu pełnej Bożej mocy, która mogłaby być skuteczna także i w twoim życiu. Jeżeli przyjmiesz uwagi tej ksišżeczki dla siebie, będziesz studiował pilnie Słowo Boże, będziesz oczekiwał przed Panem w modlitwie, jestem pewien, że i ty znajdziesz w swym życiu niektóre rzeczy, które muszš zostać zwyciężone i odłożone, ponieważ sš one przeszkodš Bogu w tym, abyœ mógł być napełniony mocš Bożš. Modlę się, abyœ został zachęcony do tego, o czym czytamy (Flp 3: 14), i abyœ wytrwał w tym dotšd, póki Bóg nie zacznie działać w twym życiu w pełni mocy. To się jednak prędzej stać nie może, dopóki pilnie i całym sercem nie będziesz szukał tego, żeby być doskonałym w oczach Bożych i dopóki nie wykonasz doskonale Jego woli (Flp 3: 15). To jest obietnica. Musisz wpierw poznać swoje grzeszne upodobania, twoje grzechy, w których najczęœciej lubisz pozostawać, a które cię odłšczajš od pełnej mocy i doskonałoœci, zamierzonej i przeznaczonej przez Boga dla ciebie. Doœwiadczyłem tego w moich podróżach ewangelizacyjnych oraz w działalnoœci duszpasterskiej, że większoœć ludzi posiada umiłowane grzeszne zachcianki, ukochane grzechy, które pieszczš i przez długie lata pielęgnujš, rozwijajšc je. Apostoł Paweł nazywa to „łatwo usidlajšcym nas grzechem”, który się do nas przykleja i czyni nas leniwymi (Hbr 12: 1). Sš także grzechy z przyzwyczajenia. Musimy je odrzucić, jeżeli chcemy zakosztować nagrody zwycięstwa. Odrzućmy więc każdš ociężałoœć, grzechy, które tak łatwo stajš się przyzwyczajeniem i z cierpliwoœciš postępujmy w boju, któregoœmy się stali œwiadomymi i dobrowolnymi uczestnikami. Wielu dobrym ludziom, którzy mogliby się stać owocnymi pracownikami dla Chrystusa, została odjęta odwaga, ponieważ zaniedbali czy zapomnieli odrzucić ciężki balast i tym samym stali się niezdolni do boju, bo sš wštpišcy. W końcu zaczynajš wštpić nawet w słowa Chrystusa o towarzyszšcych wierzšcym znamionach i mocy, którš im Bóg obiecał, aby mogli czynić te same sprawy, co Jezus.

I dziœ jest wielu wierzšcych, którzy sš bliscy tego, aby się wyrzec nadziei objawienia się pełnej mocy Bożej. Miły czytelniku, ty nie wyrzekaj się tej nadziei. Przystšp do Boga w uciszeniu, szukaj Go wytrwale, choćby cię to wiele miało kosztować, aby Bóg mógł ci pokazać twoje umiłowane grzechy. Dopóki nie będziesz wiedział, z czego ma być twoje życie oczyszczone, nie będziesz mógł sięgnšć po pełnš Bożš moc (Mk 10: 21). Jeżeli szukasz Pana, przypomnij sobie, że On stale pozostaje wierny, aby położyć kres twoim grzesznym zachciankom i umiłowanym grzechom, jak to uczynił ongiœ z bogatym młodzieńcem. Jeżeli nie zdecydujesz się położyć wreszcie tych umiłowanych grzechów na ołtarzu, musisz i ty zasmucony odejœć, jak ów młodzieniec. Jeżeli mówi Bóg do ciebie, chociaż ten głos jest na razie cichy, usłuchaj Go. Odłóż swoje najmilsze grzechy i idŸ naprzód z Bogiem.

Wiedz, że twoje grzeszne upodobania, o których nie życzysz sobie mówić, sš mimo wszystko grzechem. Cišgle na nowo jesteœ skłonny te rzeczy czynić, jeżeli tylko wiesz, że tego nikt nie widzi, a zarazem nie chcesz przyznać, że to grzech. Wiedz, że to właœnie te rzeczy cię najłatwiej zniewalajš. Tego bronisz i usprawiedliwiasz to, a tymczasem właœnie to sprawuje w tobie mroki wštpliwoœci, podœwiadome oskarżenia i wyrzuty sumienia, które zakrywajš twoje duchowe niebo, chociaż naprawdę odczuwasz koniecznš potrzebę społecznoœci z Bogiem. Jest to grzech, którego się bardzo niechętnie pozbywasz, który według ciebie jest tak mały, że Bóg go prawie nie dostrzega, ale jest jednak na tyle wielki, iż nie wierzysz, abyœ się mógł bez niego obejœć. Jest to właœnie ten grzech, który musi być odrzucony, jeżeli nie chcesz być zwyciężonym w tym boju, który ustawicznie prowadzisz i starasz się usprawiedliwiać, nazywajšc najwyżej „słaboœciš”. BšdŸ uczciwy względem samego siebie i nazwij to grzechem. Nie nazywaj tego rozwagš i przezornoœciš, jeżeli jesteœ skšpy. Jeżeli jesteœ winien grzechu pychy, nie nazywaj tego szacunkiem dla samego siebie. Ci, którzy skłonni sš do wyolbrzymiania pewnych rzeczy, muszš uœwiadomić sobie, że co nie jest czystš prawdš, jest prostym kłamstwem. Jeżeli zaœ jesteœ spętany przez demona zatwardziałoœci i zacietrzewienia, uważaj, żebyœ nie wpadł w zasadzkę, uważajšc to za swojš pewnoœć siebie i stanowczoœć. Jeżeli jesteœ nawiedzony zmysłowoœciš, nie mów, że jest to wrodzona skłonnoœć twojej natury. Jeżeli jesteœ pochopny w osšdzaniu drugich, nie nazywaj tego darem rozeznania i właœciwego rozsšdzania ludzkiej natury. A może bywasz nie w humorze, oschły, skłonny do rozdrażnienia, nieuprzejmy lub chłodny? Szatan ci powie, że to jest wrodzona nerwowoœć i że na twoje rozdrażnienia nie ma rady.

ChodŸ tu, miły przyjacielu, a bšdŸ raz całkiem szczery przed Bogiem i przed sobš i nazwij wszystko tym, czym jest rzeczywiœcie. Jeżeli coœ jest grzechem, nazwij to grzechem. Ukórz się przed Bogiem, proœ Go, aby cię od tego uwolnił i uczynił zwycięzcš nad tym. Nie ulega wštpliwoœci, że wielu ludzi, starajšc się usprawiedliwić swoje małe grzeszki, mówi: „Tak przecież robiš wszyscy”. Zauważ jednak, iż tym samym bierzesz sobie za wzór w twoim życiu wady swoich bliŸnich. A skšd wiesz, czy Bóg nie wytykał im już nieraz tych hańbišcych wad? Nie bšdŸ więc tak samo nieposłusznym jak oni. Przypomnij sobie napomnienie, jakie dał Jezus Piotrowi (Jn 21: 22). Poœwięcenie nie może mieć nic wspólnego z wieloma naszymi osobistymi przyzwyczajeniami. Chodzi o to, aby usunšć z naszego życia tysišc drobnych rzeczy, które same w sobie może nie stanowiš nawet grzechu, ale które, jeœli się ich nie pozbędziemy, zajmujš miejsce należne Chrystusowi. Wielu chrzeœcijan usprawiedliwia się z nie czytania Biblii, co czynić powinni, tłumaczšc się brakiem czasu. Ci sami ludzie jednak znajdujš dosyć czasu na studiowanie wszystkich dzienników i ilustrowanych tygodników. To można okreœlić tylko w ten sposób, że te rzeczy stały im się ważniejsze niż Słowo Boże. Wypchnęli Jezusa z miejsca, które miał prawo w ich życiu zajmować. W ten sposób wiele rzeczy, które niejednemu wydajš się być niewinnymi i nieszkodliwymi, może stać się grzechem przez to, że zajęły miejsce należne Jezusowi. Tysišce tych, którzy twierdzš, iż wierzš w Jezusa Chrystusa, posiadałoby o wiele więcej siły i mocy w swym życiu, gdyby czas poœwięcony czytaniu czasopism i sportom spędzili bojujšc w komórce modlitewnej, aby usłyszeć głos Boży. To sš niektóre z tych małych lisków, które niszczš młode pędy na winnicy i okradajš lud Boży z owocnoœci. O ileż owocniejsze prowadziłby lud Boży życie, gdyby czas, spędzony przy telewizorach na œledzeniu różnych zawodów sportowych, spędził na kolanach, bojujšc przeciwko szatanowi! (Ef 6: 12)

Grzechy, które odgradzajš człowieka od Boga, nie zawsze muszš być wielkie i odrażajšce, a mimo to okradajš człowieka z najkosztowniejszych rzeczy, które Bóg dla niego przygotował. Sš to przede wszytkim grzechy powszednie, takie, które czyni każdy. Wszyscy ci, którzy noszš w modlitwach stracony, grzeszny, zbolały, odrzucajšcy Jezusa œwiat, oddany piekłu, którzy czyniš uczynki, obiecane im przez Jezusa, a których służba potwierdzana jest znamionami, którzy przynoszš pomoc i zbawienie potrzebujšcym, dawno już pozbyli się takich rzeczy. Być może masz rację, jeżeli powiesz: „Przecież w moim zborze prawie każdy to robi.” Nie zapominaj jednak, że z powodu tych drobnych, opisanych wyżej słabostek nie posiadajš oni, bo nie mogš posiadać, pełnej mocy Bożej ani też nie sš w stanie korzystać z darów duchowych. Wielu z nich żyje nawet w wštpliwoœciach, czy sš „dojrzali do pochwycenia”. Kiedy zwiastuję ewangelię o powtórnym przyjœciu Chrystusa, często proszę tych, którym nie jest jasne, czy sš gotowi na przyjœcie Pana, aby wyszli do przodu. Przy takich okazjach bywam mocno zdziwiony wielkš iloœciš ludzi, którzy podnoszš wtedy ręce, mimo że twierdzš, iż sš zbawionymi, a nawet napełnionymi Duchem Œwiętym. Mówi mi to, że większoœć dzisiejszych tzw. dzieci Bożych nie potrafi jeszcze prowadzić swego życia na tyle zwycięsko, aby mogli być gotowi na pochwycenie. Tacy nie mogš posiadać wystarczajšcej mocy Bożej. Mogš tylko co najwyżej zakosztować od czasu do czasu wysłuchania modlitw. Lecz czasy dzisiejsze i warunki, w jakich żyjemy, wymagajš czegoœ więcej. Pod żadnym pozorem nie waż się brać sobie za wzór dla swojego życia zastępów takich „wierzšcych”. Jest tylko jeden, którego życie jest godne, by być dla nas wzorem. A to jest Jezus Chrystus. Niektórzy nie chcš przyjšć nauki o poœwięceniu, tj. tego, o czym się mówi w niniejszej ksišżeczce. A przecież w całej tej ksišżeczce głoszę tylko Jezusa Chrystusa. Jeœli nie rozumiesz Go jeszcze, idŸ i spotkaj się z Bogiem. „Czy idzie dwóch razem, jeżeli się nie umówili?” (Am 3: 3). Jeżeli oczekujesz chodzenia z Bogiem i posiadania pełnej mocy do czynienia Bożych spraw, musisz pilnie szukać pojednania z Bogiem. Jeżeli zaœ przyjdziesz do pełnej zgody z Bogiem, doprowadzi cię to do rozerwania z bliŸnimi. O wiele lepiej jest jednak być w pokoju z Bogiem, choćby prowadziło to nawet do niezgody z innymi, których poglšdy podzielaliœmy dawniej. Wielu ludzi dzisiaj stara się podobać innym, zamiast dokładać starań podobania się Bogu. Więcej szukajš upodobania w ludziach, niż w Bogu. W życiu każdego wierzšcego przychodzi dzień, kiedy staje on na rozdrożu. Mężowie Boży przez wszystkie czasy przychodzili na rozstajne drogi i obierali œcieżkę, która była trudna i twarda, przynosiła cierpienia i przeœladowania, ale także siłę i moc wraz z aprobatš Bożš. Inni znowu, przychodzšc na rozstajne drogi, wybierajš drogę wygodnš i ciekawš, dochodzš niš do wygodnego życia, w którym dostępujš poważania, lecz w końcu zaprowadzi ich ona na zginienie. Przedstawmy sobie Lota, gdy w minionych czasach rozważał, która też droga będzie dla niego najlepsza. Czy tam w dolinie, pełnej życiodajnej wilgoci, z kwitnšcym miastem Sodomš poœrodku? Tak, to na pewno była wygodniejsza droga, niż iœć w nieprzystępne, niegoœcinne góry. Uważał, że bezpieczniej będzie się czuł poœród tamtego ludu i że będzie mógł urzšdzić wœród nich swoje życie i prowadzić tam swoje interesy, jednak bez uczestniczenia w ich grzechu. I rzeczywiœcie, mimo wszystko, na końcu jego drogi Bóg nazwał go sprawiedliwym. Ale Lot nie posiadał nawet tyle Bożej mocy, aby uchronić swe córki, a przez swoje czyny wystawił samego siebie na poœmiewisko. Każda droga stoi otworem dla tych, którzy jš wybierajš. Niech będš Bogu dzięki za lepszš drogę. Także i ta droga, droga zbawienia stoi jeszcze otwarta. Znajdziesz na niej œlady takich mężów jak: Mojżesz, Abraham, Józef, którzy przechodzšc przez rozdroże woleli zostać czystymi i niewinnymi, chociaż znaczyło to pozostać we wschodnim więzieniu, z którego nie mógł się nikt spodziewać wybawienia. Podobnie i Daniel odmówił picia wina ze stołu króla z wiernoœci swojemu Bogu, co wprowadziło go na drogę, na której go miała spotkać œmierć w jaskini lwów. To właœnie ci mężowie powiedzieli szatanowi swoje zdecydowane „nie”, ponieważ byli w stanie oddać Bogu swoje „ja”.

Mojżesz miał zrozumienie co do wartoœci, jakš przedstawia wiecznoœć, czego nie posiada dzisiaj wielu wierzšcych. Wydaje się, że uważajš skarby egipskie za cenniejsze. Nie jest możliwym dać Bogu swoje „ja”, jeœli nie powiedzieliœmy wpierw rzeczom tego œwiata „nie”. Mojżesz otrzymał cennš nagrodę od Boga — został nazwany przyjacielem Bożym. Bóg daje dziœ takš nagrodę dla wielu, którzy słyszeli Jego głos, stali się posłuszni Jego rozkazom i powiedzieli stanowcze „nie” dla œwiata, a „tak” Bogu. Bóg szuka męża, który by potrafił wznieœć mur i stanšć w wyłomie, wstawiajšc się za krajem przed Bogiem (Ez 22: 30). Bóg szukał takich mężów w dawnych czasach — szuka ich i dziœ. Œwiętoœć Boża wymaga sšdu dla złoœci tego œwiata, ale obecnoœć sprawiedliwych zatrzymuje jeszcze „lawinę sšdu”. Mojżesz stanšł w wyłomie, wstawiajšc się za naród izraelski i ich życie zostało uratowane. W wyłomie między Bogiem, a Lotem i jego rodzinš stanšł Abraham. Także i my winniœmy stanšć w wyłomie za zgubionymi.

U Z U P E Ł N I E N I E
(Ze œwiadectwa L. Nankivelle „O zwišzywaniu i rozwišzywaniu”)

Ewangelia Mateusza 18: 18 to słowo Pisma o ważnym znaczeniu, z którym wierzšcy przez długie czasy nie byli obeznani tak jak i z wieloma innymi miejscami Biblii. „Zaprawdę powiadam wam: Cokolwiek byœcie zwišzali na ziemi, będzie zwišzane i w niebie; i cokolwiek byœcie rozwišzali na ziemi, będzie rozwišzane i w niebie”. Sš to trudne do zrozumienia słowa. Zapewne Jezus zdawał sobie sprawę z trudnoœci pojęcia ich, bo podkreœlił: „Zaprawdę powiadam wam”. „Wszystko, co zwišżecie na ziemi, będzie zwišzane i w niebie”. Nie łatwo pojšć te słowa. Jeżeli spotykamy się ze słowem, wypowiadanym z takim naciskiem, możemy spodziewać się, że zawiera ono prawdę o wielkim znaczeniu. Dotychczas nie rozumieliœmy tego słowa i przechodzšc obojętnie obok niego, nie zdawaliœmy sobie sprawy z tego, że jest ono żródłem naszej pełnej mocy, danej nam przez wielkiego Zwycięzcę, który chce, aby lud Jego nadal zwyciężał dla Tego, który nas umiłował.

Do kogo mówił Pan te słowa? Rozumie się, że nie tylko do Piotra, nie do wszystkich swoich uczniów. I dzisiaj mówi je do każdego Piotra i mówił będzie aż do skończenia œwiata. „Wszystko, co zwišżecie na ziemi”. Pomyœl, jak wielki to rozkaz. Słowo tak ogromne, że się prawie zawsze na nim potykamy. WeŸmy na przykład brata X. Kontakt z nim jest dla nas prawie zawsze trudnš próbš. Z niczym się nie zgadza i często jest powodem niepokoju i wielu kłopotów. Jakże chętnie byœmy go nieraz zwišzali! Albo weŸmy takš siostrę Y. Posiada ona długi, ostry język, który nie ma końca. Krytykuje i osšdza wszystko, wznieca spory i kłótnie. Chętnie byœmy dobrze skrępowali jej język, mocno i krótko. Czasem próbujemy to zrobić, ale wpadamy wtedy w trudnoœci i kłopoty. Działaliœmy niewłaœciwie. Jezus nie mówi: „Kogo zwišżecie” lecz „Co zwišżecie”. Chętnie widzielibyœmy zwycięstwo Jezusa w życiu brata X czy siostry Y. Podejmijmy ten bój, przezwyciężmy przyczynę tego złego stanu. Zwišżmy w imieniu Jezusa Chrystusa niewidzialne moce ciemnoœci, które w bracie lub siostrze majš swoje mieszkanie, a sš nieprzyzwoite i niestosowne dla dziecka Bożego. Nie wolno nam jednak zapominać o tym, iż nie mamy toczyć boju przeciwko ciału i krwi, lecz przeciwko duchowi ciemnoœci, duchowym potęgom złego. Pełna Boża moc nie jest skierowana przeciwko ludziom, lecz przeciwko duchowym mocom złego w okręgach niebieskich. Naszym zadaniem jest zwišzywać moc ciemnoœci. Zwišzywać moce grzechu, zła, choroby, niewiary, moc wštpliwoœci i strachu (Ef 6: 12).

Pańska obietnica brzmi: „Co zwišżecie na ziemi, będzie zwišzane i w niebie”. Z tego bierze się też dla nas zadanie rozwišzywania spętanych i uwalniania pojmanych. To także obiecuje nam Pan Jezus: „Co rozwišżecie na ziemi, będzie rozwišzane i w niebie”. O, jakie to cudowne i œwięte prawo dla uczniów Chrystusowych, dla żywego Koœcioła Bożego. Wszyscy zawiedliœmy i nie poznaliœmy Bożej siły i pełnej mocy, która dzięki naszemu Panu ma być naszš. Czyż nie powiedział On „Dana mi jest wszelka moc na niebie i na ziemi”? Więc czy nie powinna życiodajna moc Głowy pulsować i w Jego ciele, którym jest Koœciół? Czyż nie powiedział Jezus: „Daję wam moc deptać po jadowitych wężach, niedŸwiadkach i wszelkiej nieprzyjacielskiej mocy, a nic wam nie zaszkodzi” (Łk 10: 19). Nigdy nie zapomnę dnia, w którym mi Pan objawił sens tych słów w moim sercu. Słyszałem, jak mówił do mnie: „Oto daję ci moc”. A ja odpowiedziałem: „Tak jest, Panie, przyjmuję moc, tę pełnš moc, którš mi dajesz. A dlatego, że przyjmuję, mam jš”. Obecnie posiadam moc nie tylko nad niektórš, ale nad wszelkš mocš nieprzyjacielskš. Bo w Jego imieniu i diabeł jest nam poddany.

Ogromnie wielkie znaczenie ma bój toczony przez niewidzialne moce. Oddziały duchowych wojsk bezbożnoœci za wszelkš cenę próbujš wstrzymać błogosławieństwa ewangelii, przeznaczone dla ludu Bożego. Diabeł nie chce dopuœcić, aby ludzie byli zbawieni, uzdrowieni lub w inny sposób obdarowani. Moce szatańskie wdzierajš się do zborów, szerzš niezdrowš naukę, siejš niezgodę między dziećmi Bożymi. Starajš się osłabić przez to zbory, pozbawić je siły, zniszczyć ciało i duszę. A co my czynimy w celu zatrzymania tej lawiny? (Mt 19: 29). Jak może wejœć ktoœ do domu mocarza, aby zabrać jego sprzęt i złupić dom, nie zwišzawszy go przedtem? Mamy rozkazanie zwišzywać niewidzialne moce, a rozwišzywać widzialne ofiary tych mocy. Lecz zamiast zwišzywać te moce sami jesteœmy przez nie zwišzani i pojmani. Zamiast by moce księcia, panujšcego na powietrzu (Ef 2: 2) były nam poddane, sami jesteœmy nimi owładnięci. Obecnie grozi nam wojna atomowa, roœnie zepsucie i przybywa złoczyńców. Bezbożnoœć, zepsucie obyczajów i wszelkie złe rzeczy mnożš się nieustannie, kładš też swojš rękę na wierzšcych, powodujšc ich odpadanie od zborów. Dzieci Boże też popadajš w obojętnoœć i pewnoœć siebie. Tylko nieliczni chrzeœcijanie posługujš się danš im przez Boga mocš. Wpływ Koœcioła na szerokie warstwy jak gdyby utracił swojš moc i zniknšł. Koœciół usiłuje wœród społeczeństwa za pomocš organizacji, mocnych mów o znaczeniu społecznym i spotkań zjazdowych osišgnšć to, co jedynie mocš Ducha można osišgnšć. I tak rysuje nam się widok Koœcioła bez mocy, który bez skutku stara się przyjœć z pomocš œwiatu. Wydaje się, że Koœciół Boży nie posiada w ogóle, lub najwyżej w minimalnym stopniu poznanie pełnej mocy Bożej, przysługujšcej człowiekowi wierzšcemu. Jeœli tak nie jest, to proszę mi pokazać, ile napełnionych Duchem wierzšcych może z tej mocy korzystać. Duchem Bożym napełnione dzieci Boże posiadajš już dzisiaj największš moc wszechœwiata. Czyż nie otrzymaliœmy mocy, przez którš Jezus wskrzeszał martwych? Dlaczego dobrowolnie chcemy być tylko karzełkami, skoro zgodnie z zamysłem Bożym jesteœmy przeznaczeni do tego, by być duchowymi olbrzymami? Chrystus wzbudził sobie lud i razem z sobš podsadził na niebiosach (Ef 2: 4–6; 1: 19–23). Jakże wiele zostało nam darowane przez uczestnictwo w Jego pełnej mocy! O, gdybyœmy mogli poznać owš władzę, którš mamy nad wszystkimi mocami i twierdzami ciemnoœci, nad ksišżęciem, będšcym na powietrzu!

Chrystus nakazał swoim naœladowcom zwišzywać moc szatańskš. Dlaczego więc mamy stać na uboczu i pozwalać bez przeszkody działać nieprzyjacielowi, kiedy Koœciół otrzymał to mocne polecenie? Szatan nie ma prawa przez swoje czyny rewolty i chorób działać w życiu wierzšcych. Najwyższy czas, abyœmy dali odpór każdej mocy szatańskiej, która wystšpi przeciwko nam. Użyjmy w imieniu Pana mocy zwišzywania i rozwišzywania nam danej. Często modlimy się: „Panie, zbaw nas od mocy ciemnoœci i zwišż jš.” Ale Jezus mówi do nas: „Zwišż jš ty!” Jezus nie powiedział: „Co Ja zwišżę na ziemi, będzie zwišzane i w niebie.” Powiedział: „Co wy zwišżecie”. Zadaniem uczniów jest zwišzywanie na ziemi, a Pan Jezus będzie zwišzywał w niebie.

„Co rozumiecie przez zwišzywanie?” — to pytanie zadał mi pewien młody mężczyzna. — „Odwiedzam wasze zgromadzenia i słyszę, iż zwišzujecie niedomagania i choroby ludzkie. Cóż to znaczy?” Odpowiedziałem mu tak: „Gdybym zwišzał wasze ręce, czy nie znaczyłoby to wtedy, że nie sš one zdolne wykonać swojego zadania? Zatem jeżeli — objaœniłem dalej — zwišżę chorobę tu na ziemi, Pan Jezus powie na to ŤAmenť i zwišże jš także w niebie.” Kilka sióstr przysłuchiwało się wtedy naszej rozmowie i jedna z nich wtršciła: „Chwała Panu, że sš one wtedy podwójnie zwišzane.” Ja zaœ dodałem: „Jeżeli rozwišżemy ofiarę ciemnoœci tu na ziemi, Pan Jezus rozwišże jš w niebie i będzie podwójne rozwišzanie.”

Tego rozwišzywania nie możemy przyrównać do modlitwy i z niš je mieszać. To nie jest modlitwa w zwykłym znaczeniu tego słowa. Jest to o wiele więcej niż sobie coœ od Pana uprosić. Jest to akt działania w imieniu Bożym, w pełni Jego mocy, przy czym siły sprzeciwu i skutki nieprzyjacielskiej działalnoœci stajš się zupełnie bezsilnymi. Jeżeli usłuchamy w wierze i w imieniu Jezusa Jego nazkazu, nic nie może stanšć tej mocy na drodze. Bóg życzy sobie, żebyœmy danej nam siły i mocy używali. Często prosimy w modlitwie o pomoc lub uzdrowienie i silnym krzykiem wzywamy oswobodzenia. Często trwamy godzinami w oczekiwaniu na odpowiedŸ od Boga, która jak gdyby nie przychodzi. Zapewne czekanie na Boga jest ważnš rzeczš, a zwłaszcza w naszych złych dniach nawet bardziej potrzebnš i koniecznš, ale nie poznaliœmy, iż w takich przypadkach to On czeka na nasze działanie na podstawie danej nam pełnej Bożej mocy.

W zwišzku z pewnš strasznš chorobš Pan położył mi na serce wypełnić służbę jej zwišzania. Stałem w obliczu beznadziejnej sytuacji w zwišzku z nieuleczalnš chorobš, kiedy zjawił się przy mnie Jezus Chrystus. Tak jest. Widziałem Go tak dobrze, jak każdš innš osobę, widzianš w życiu. W samej rzeczy zjawienie się Pana było tak wyraŸne, że w następnym tygodniu miałem wrażenie, że Go znów i cišgle widzę. A wyswobodzenie, które we mnie sprawił, gdy znajdowałem się w szponach œmierci, zostawiło mi pewnš i bezpieczna wiarę, ufnš pewnoœć, że żadne ciało nie musi być pustoszone chorobš, ale może być w pełni odnowione i uzdrowione ożywiajšcym dotknięciem przebitej dłoni. Nie tylko mnie Pan dziwnym sposobem uwolnił, ale zrobił to kategorycznie, przenikliwie i dotkliwie, gdy mówił do mnie słowa (Mt 18: 18). „Zaprawdę powiadam wam, wszystko, cokolwiek zwišżecie na ziemi, będzie zwišzane i w niebie, a cokolwiek rozwišżecie na ziemi, będzie rozwišzane i w niebie”. Pan ukazał mi w niebie rzšd żołnierzy, stojšcych naprzeciw długiego wału. Stali do siebie plecami w bardzo długim rzędzie. Ich ciała były tak silnie skrępowane powrozami, że nie mogli się ruszyć z miejsca. Wtedy Jezus rzekł do mnie: „Widzisz tych żołnierzy, którzy sš tak bezsilni, że nie mogš się nawet poruszyć? Gdy teraz zaczniesz zwišzywać ludzkie choroby, to będš one tak samo zwišzane, jak sš zwišzane ciała tych żołnierzy, a zgubnym siłom zostanie położony kres. Choroby utracš swoja moc, nie będš się więcej w ludzkim ciele objawiać i działać. Każdy ich objaw musi ustšpić.” Tak powiedział Zbawiciel!

Pamiętam pewnego człowieka, który szukał uzdrowienia i przyszedł do przodu. Jego prawe ramię było tak bezwładne, że nie mógł go podnieœć. Po ludzku rzecz bioršc było absolutnie niemożliwe, by mógł on jeszcze tego ramienia używać. „W twoim imieniu, drogi Panie Jezu, zwišzuję moc tej dolegliwoœci i każdš moc, która zabrania temu człowiekowi używać jego ręki. Dlatego rozwišzuję jego ramię, aby było całkowicie uzdrowione.” W tej chwili przeszkoda została usunięta, człowiek ten podniósł obie ręce do góry, jak gdyby nigdy nie chorował. Œwiadectwa doznawanych uzdrowień, uwolnień z chorób i różnych utrapień za pomocš tej służby zwišzywania i rozwišzywania można mnożyć. Wielu chorych opuœciło łóżko i zostali zupełnie uzdrowieni. Pan położył mi na serce, by nauczać ludzi, że ze względu na swoje własne potrzeby, cierpienia i przykroœci powinni właœnie na zgromadzeniach używać służby zwišzywania i rozwišzywania. Ach, zamykamy się, gdy napadnie na nas choroba, poddajemu się mękom i boleœciom, ulegamy swojemu przygnębieniu. Jesteœmy skłonni użalać się nad swojš dolegliwoœciš, hodować ja i pieœcić, zamiast się jej sprzeciwić i rozkazać, aby nas opuœciła. „Drogi Zbawicielu, w Twoim imieniu, Twojš pełnš mocš zwišzuję moc mojego cierpienia, aby utracilo ono swojš skutecznoœć. Rozkazuję i sprzeciwiam się każdemu atakowi nieprzyjaciela!”

Wielu ludzi zostało w ten sposób uzdrowionych, podobnie jak owa niewiasta, która w zgromadzeniu rozkazała rakowi, by ja opuœcił, i została uzdrowiona. Lecz powiedzmy sobie, iż stoimy zaledwie na poczštku naszych możliwoœci. Niebieskie Ÿródła dopiero się otworzyły i oferujš w służbie zwišzywania i rozwišzywania niewyczerpane możliwoœci. Zajmijmy swojš pozycję w Chrystusie. Żyjemy w bardzo poważnych dniach. Wszędzie wokoło pełno żenujšcej, przygnębiajšcej nędzy i niezaspokojonych potrzeb. Tu Koœciół Boży nie ma czasu na spanie, bowiem wierzšcym nie wolno zaniedbywać swoich praw i obowišzków. Z całkowitš pokorš zajmijmy swoje stanowisko pełnej Bożej mocy w Chrystusie. Niechaj każde dziecko Boże stoi w nieustannej wierze przeciw wszystkim sprzeciwiajšcym się mocom nieprzyjacielskim w pełnym przekonaniu, że największa i pełna Boża moc wszechœwiata należy do nas.

A jeœli utrzymamy i obronimy swojš pozycję w Chrystusie, sš nam poddane wszystkie moce ciemnoœci, należšce do mocnego księcia tego œwiata, który ma władzę na powietrzu. Bóg chce, abyœmy nie lękali się jego mocy, lecz abyœmy siłš i mocš Jezusa Chrystusa innych oswabadzali, uwalniali i chronili przed poddaniem się.

– – – – – – –

Należy do tego dodać, że abyœmy mogli stać się uczestnikami tej służby „zwišzywania i rozwišzywania” i mogli w pełnej mocy w œwiętym imieniu Jezusa rozkazywać duchowym mocom zła i demonicznym siłom wszelkiej mocy ciemnoœci, grzechu, choroby, niewiary, wštpliwoœci i strachu, mocnemu ksišżęciu na powietrzu, temu duchowi, który jest czynny w synach niedowiarstwa i nieposłuszeństwa (Ef 2: 2), aby móc to czynić, musimy z naszej strony wypełnić warunki: Zapłacić cenę za pełnš Bożš moc! Potrzeba, abyœmy Bogu oddali swoje „ja”, złożyli całe swoje życie na ołtarz ofiary i posłuszeństwa oraz stali się „ofiarš żywš, œwiętš i przyjemnš Bogu”, jak również „uczestnikami Boskiej natury”. Innymi słowy, także i w naszym życiu może zostać skreœlony ostatni punkt ze spisu Bożych żšdań, które zostały przedstawione bratu Allenowi. Czy jesteœ chętny zapłacić cenę za pełnš Bożš moc?

– – – – – – –

Uwaga wydawcy: Asa Alonzo Allen był głoœnym w latach 40-tych ewangelistš, prowadzšcym kampanie z usługš uzdrawiania. Przez pewien czas zwišzany był z grupš „The Voice Of Healing”. Miał wielu wrogów, usiłujšcych zdyskredytować jego osobę i usługę. Kiedy zmarł w niewyjaœnionych okolicznoœciach, rozpuszczono pogłoski, że był alkoholikiem i prowadził rozwišzłe życie. Przeczš temu jego bliscy współpracownicy i nie potwierdzajš tego badania faktów. Szczegółowo postać Allena i powstałych wokół niej kontrowersji opisuje Roberts Liardon w swojej ksišżce „God's Generals” (Boży generałowie). Tekst prezentowany powyżej przetłumaczony został na język polski na poczštku lat pięćdziesištych (w konspiracji), kršżył potajemnie w odpisach i był mocnš zachętš dla wielu ówczesnych wierzšcych. Tłumacz jest nieznany, nie dysponujemy także oryginałem i nie udało nam się dotrzeć do żadnych spadkobierców autora. Aczkolwiek język przekładu pozostawia wiele do życzenia, publikujemy ten tekst ze względu na jego cišgle aktualnš wartoœć duchowš i istniejšce zapotrzebowanie.